08-01-28

ale mi sie nazbierało...

Cały dzień jem. Frytki, sałatki, czekoladki, znów sałatki, już mnie kuszą orzeszki... Wina chcę!!!!!

Jadąc samochodem myślałam o procesie starzenia się. Mentalnego starzenia się. Ciało rządzi się swoimi prawami, ale na psychikę jakiś wpływ chyba mamy? A może nie będę kontynuować tego tematu, bo mam gonitwę myśli w głowie, za dużo chciałabym napisać. Oj, zaczynam się znów czuć obco w swoim towarzystwie.

Czasem myślę tak: czas leci, więc po jakiego diabła ja się tak emocjonuję, przeżywam, miotam, prowadzę walkę z samą sobą żeby się nie poddać; dlaczego chcę mieć wszystko, nie chcę iść z życiem na kompromis, "jednocześnie święta i czereśnie"; dlaczego nie godzę się z tym, czego zmienić nie mogę (bo mogę?)... przecież cała ta moja walka któregoś dnia po prostu, zwyczajnie uleci w kosmos, cała energia, którą wkładam żeby wycisnąć z życia wszystkie soki kiedyś uleci, nawet nie mam pewności czy coś się z nią stanie - gdzieś Tam. Uspokaja mnie myśl, pewność faktu, że moje serce odpocznie, że moje pragnienia się skończą i na żadną wojnę się nie wybiorę. Za 100 lat nikt nie będzie pamiętał, że zima mnie przerosła. Z drugiej strony, myślę, że: skoro i tak umrę (pewnie za 90 lat) to dlaczego ja mam życiu odpuścić? Z jakiej okazji mam dać tym latom spokój, tym dniom i godzinom oddech? Dlaczego i w imię czego mam żyć wg przykazań? Zasady ustalam ja i osoby z którymi żyję najbliżej. Zakładając, że ten "dekalog" ustalony przez grupę osób dla ich własnych potrzeb, nie krzywdzi nikogo. Można tak żyć, prawda? Oj, chaos chyba zapanował w tym akapicie.

I jak to się ma do tego, że dziś 12 osób skazało brata mojej koleżanki Kasi, Jakuba, na dożywocie? Zmarnowali życie komuś na podstawie poszlak. Jak czuje się młody człowiek, któremu zamiast "wyciskania soków z życia" pozostała perspektywa oglądania horyzontów zza krat więziennej celi? Do końca życia?! Każdą sytuację, która dziś mnie przerosła powinnam zmierzyć z sytuacją w jakiej znalazł się Kuba i Jego rodzina. Jakie nieszczęścia ja przeżywam? Czy rzeczywiście jestem w sytuacji, z której wyjścia nie ma, dobrego wyjścia? Czy ja na pewno tracę kogoś lub coś? A może na chwil kilka znika mi to, co dla mnie ma znaczenie, z horyzontu (bez krat!), może po to właśnie żebym nabrała odpowiedniej perspektywy? Nie mam do czynienia z dożywociem!

************************************

Chyba rzucę się w objęcia Anais Nin.

Moje marzenie: w listopadzie uciec na pół roku do Toskanii! Namówię na to Radeczka, niech tam garnki lepi, zdjęcia robi... Będziemy popijać wino...cały dzień. Arek będzie obcował z laptopem, Mania z łąkami, ja z makaronami... Już tam jestem... Choć ogarnęła mnie melancholia... Bez muzyki nie przeżyję, więc na koncerty będę przylatywać. W końcu Krystyna Zachwatowicz też przylatywała co tydzień z Paryża, a nie były to czasy tanich linii lotniczych! Jeśli się tak uda (nie widzę innego wyjścia) to zapraszam serdecznie w odwiedziny!!!!!! Prowadzenie domu dla przyjaciół to moje największe marzenie! Mieć wszystkich blisko siebie. Siedzieć przy stole wieczorami i rozmawiać, rozmawiać... Gdzieś są jeszcze takie miejsca...


Tyle. Motyle.