odpowiadam na pytanie: dlaczego?

Wczoraj mój przyjaciel powiedział: nie wiem dlaczego ludzie mają potrzebę uzewnętrzniania się poprzez pisanie np. bloga. Cóż... dla mnie jest to forma kontaktu ze światem, ale też forma kontaktu i wglądu w samą siebie.
Zabawne jest to, że wiele osób chce czytać między wierszami. Jeśli jutro napiszę, że czuję się doskonale to i tak zadzwoni do mnie przynajmniej 5 z Was z pytaniem czy na pewno wszystko idzie jak trzeba, czy nie gubią sie moje myśli, czy serce bije miarowo, czy dziecko zdrowe... I chwała Im za to i cześć! Ale, Kochani, proszę zaufać słowom, które czytacie...
No i taka refleksja mnie naszła, że otaczam się wieloma dobrymi ludźmi. To duże szczęście. Wiem, że nie zawsze to doceniam. Wiem, że czasem zapominam o tym, że nic nie jest na zawsze... Myślę, że przede mną pracowity rok. Nie tylko w kwestiach muzycznych, ale też w obrębie moich relacji z ludźmi. Muszę odrobić wiele zadań domowych. Odrobić swoją lekcję z wieloma osobami. To uświadomiła mi Marta, Joanna i Grażyna. I za to im dziękuję. A to, że nie łatwo "odrobić lekcję" doświadczam każdego dnia. Uczę się cierpliwości.
Natalia napisała mi dzisiaj, że czyta to, co piszę, ale jest jej głupio, bo to takie osobiste. Co jest osobiste? Przecież granic intymności nie przekraczam. Niczyjej intymności. (Nati, wywołałam Cię do tablicy jako przykład, wybacz:). Wielu z Was, kochani Przyjaciele, nie wie że spotkałam się dzisiaj z cudownym człowiekiem, Krzysztofem Samelą. Kontrabasistą. Nie dowiedzielibyście się tego gdybym nie postanowiła prowadzić... nazwijmy to...pamiętnika... Może jednak warto. Nie mam czasu zadzwonić do każdej osoby i opowiedzieć o wszystkim co mnie spotyka, nie chce mi się często z takim samym zaangażowaniem zwierzać się i odpowiadać na pytania o siebie i moje życie, wiec... wszystko jasne. Ale proszę, dzwońcie do mnie! Nie zaniedbujmy kontaktów telefoiniczno- "tete-a-tete' owych". :-)
A wracając do tematu: muzycy, z którymi obcuję mają tyle pokory, że obdarowaliby pół świata. To niesamowite. O Sameli napiszę później, bo za chwilę zamierzam opaść na fotel z Dziennikami Anais Nin w dłoni.
18 lutego zaśpiewam recital, na który składa się 13 bardzo smutnych piosenek. Ktoś ostatnio powiedział, że nie wierzy, że mogę zaśpiewać coś bardziej "smutnego" niż mój autorski recital. Chętnie sie założę. :-).
A propos... wcale nie łatwo znaleźć 13 bardzo smutnych piosenek. Mam 12. Jeśli macie pomysł na 13 to proszę... napiszcie do mnie...
Bisu nie będzie.
A skład muzyków, którzy wystapią 18 lutego tworzy (jak to cudownie zauważyła Agnieszka Ł.) piękną wyliczankę: Piękniewska, Kopala, Samela, Dys, na kogo przypadnie, na tego bęc.
Oddalam się z uśmiechem na ustach (sic!) i książką na kolanach, która już mnie parzy...
Matuś, zadzwonię do Ciebie :-). Przepraszam, że zapomniałam.
Aha... i jeszcze jakaś fotka by się przydała... hmm...chwileczkę, chwileczkę....
Oto zdjęcie obrączki Grzesia Kopali, który odwiedził mnie niedawno z Juleńką i naładowali cały dom energią... I niech mi ktoś wytłumaczy dlaczego ta fotka wkleiła sie na górze... wrrrrr....
dobranoc Kochani. Dziękuję Wam.


Komentarze (0):
Prześlij komentarz
<< Strona główna