08-02-20

cichutko... malutko...
















Na początek zdjęcie Panny Mani :)




Tydzień minął od mojego ostatniego wpisu. Przez tydzień zdarzyło się tyle, że teraz musiałabym kolejne 7 dni pisać, pisać, pisać... Wypunktuje co ważne (albo co nikogo nie urazi:/):

° skład muzyków, którzy mieli zagrać ze mną 18 lutego zmieniał się 3 razy. Najpierw graliśmy w 4, potem w 6, a w poniedziałek wystąpiliśmy w 3.

° jestem w "ciągu" żywieniowym. Od wczoraj zjadłam 3czkolady! knoppersa, pizze, ciasto czekoladowe, tiramisu, sernik... a dzisiaj kupię sobie żelki!!! O!

° to powinna być najważniejsza informacja: RADECZEK WRÓCIŁ z Tybetu (poświęcę na ten temat osobny wpis jak tylko Radziu prześle mi skany!!!!). Obdarował mnie wieloma prezentami, które mają znaczenie symboliczne, pobłogosławione zostały przez Hisholinesa (Ki uważa, że Hisholines znaczy "Jego Świętobliwość"- wierze jej..., ale jednocześnie nie wiem jak ten "papież" buddystów się nazywa:/). ... Zapale kadzidło...

° dziś zamierzam kupić kwiaty.

° wczoraj byłam u sióstr N. (bardzo lubię ich dom). Rozmawiałyśmy o złych wróżbach. Każdy zrobił iChing. Wszyscy mieli bardzo pomyślne wróżby. Nawet Radeczek.

Przekleję mój iChing, bo piękny!:)

"Jest powrót", czyli jeżeli pójdziesz naprzód, zawsze będziesz mógł wrócić, a więc pewne posunięcia możesz wykonywać tylko na próbę. Masz też przed sobą wolną przestrzeń - jesteś więc wolny i możesz działać zgodnie ze swoją wolą. Księga radzi zastąpić drogie ofiary, które składano z użyciem dwóch waz, prostszymi a tak samo miłymi bogom ofiarami z kadzidła - co w dzisiejszych czasach oznacza, że swoje cele możesz osiągnąć prostszymi środkami, niż ci się wydaje.


No i pięknie.

° wracając do rzeczywistości: T. Janasowi (GW) dziękuję za ładną recenzję mojego poniedziałkowego koncertu! Miło się czyta takie prawdy o sobie.

° to może kilka słów o "13 bardzo smutnych piosenkach". Dużo mnie emocjonalnie kosztował ten koncert. Chyba dałam z siebie wszystko. Chyba otworzyła się jakaś przestrzeń we mnie, która do tej pory była milcząca, schowana. Może dlatego, że strach, który przeżyłam zanim weszłam na scenę odarł mnie ze mnie samej i pokazał mi siebie jako inną, silniejszą, a jednocześnie bezradną wobec emocji osobę. Wiele osób mówiło mi, że inaczej zaśpiewałam niż zawsze, inaczej znaczy lepiej, dynamiczniej. Wniosek: zapamiętać tę lekcję!

Dziękuję Wszystkim, którzy przyszli, a Ci którzy przyjść chcieli, a z przyczyn ważnych nie mogli, niech się nie martwią: następne "smutasy "w kwietniu.