dzień spokojny...

Powściągliwa się zrobiłam. Albo milcząca. A może, po prostu, skoncentrowana. Na seansie reiki dowiedziałam się, że jestem z kosmosu. Niektórzy są ludźmi, a niektórzy kosmitami. Ciekawe z jakiej planety spadłam. I czy to znaczy, że ja tam kiedyś wrócę?
Miałam ciężki poranek. Coś mnie boli natrętnie. Brzuch albo nerki. Diabeł wie. Martwi mnie to trochę, bo rano wstać nie mogę. A tyle trzeba zrobić. I jeszcze mnie ósemka boli! Organizm się broni...
Kilka osób ujęło mnie dziś ... sobą. O-S-A - troską. An. uwodzicielską nutą. M. zaangażowaniem. J. zapłatą za zakalec. A. Ł. zabijaniem mnie śmiechem i bagatelizowaniem moich rozterek. O. tym, że jest miła. A. tym, że znosi dzielnie wszystko. S. .. ciepłem w głosie .
Byłam u Marty na przymiarce sukienki, a właściwie na wymyślaniu sukienki. Powinna być: piękna, ale nie za bardzo poważna, grzeczna, ale z "kurewską" nutą. Najlepiej na granicy przyzwoitości, ale jednocześnie w klimacie pensjonarki. Babcia Agnieszki Łomnickiej mówiła: zostawiam was z ciekawym tematem i sobie idę. Marta została z zadaniem: uszyć na jutro sukienkę, która będzie spełnieniem moich marzeń. Na pewno jej się uda, bo jest bardzo zdolna.
Plakat do recitalu, który Areczek zaprojektował, jest... za ciemny i w dodatku wydrukowali go na ofsecie, a nie na kredzie. Jak Radek wróci to się załamie. Cała akcja pt. '"sesja u Sadowskich" wzięła w łeb. Sławka zrobiła śniadanie, wyjęła kosmetyki, wymalowała mnie, Łukasz ułożył mi włosy, Radeczek w szale przepędził mnie przez pole robiąc zdjęcia. eh... tak mi się przypomniało, że: w dzień sesji, rano, umówiłam się z chłopakami, Radkiem i Łukaszem przed studiem Rarapi. Zapakowaliśmy lampy, aparaty, suszarki, do bagażników i ruszyliśmy w drogę do Sadowskich. Jechałam za nimi, czyli za Radkiem i Łukaszem zapakowanymi do niebieskiej Hondy Civic. Wyglądali jakby jechali na budowę. Mieli czapki z daszkiem na głowach, ubrani byli dziwnie, skórzane kurtki... Na każdych światłach do mnie machali. Dawali jakieś dziwne sygnały świetlne, zmieniali kierunkowskazy. A na końcu okazało się, że przed domem Sławki jest lodowisko i tańczyliśmy niczym (jak ona się nazywała..moja ulubiona łyżwiarka... taka Niemka...o śmierci godzino... wiem!) niczym Katarina Witt! To był miły i bardzo spokojny dzień.
Muszę odebrać dowód! Stary zielony fruwa mi w torbie. Ciągle szukam jakiejś jego części. Ja się z tą książeczką w ogóle nie utożsamiam. Ten nowy zgubie chyba natychmiast jak go dostanę. W czym ja mam go nosić? Nie mam portfela, tylko portmonetkę z Zary, z działu dziecięcego, taką z kotkiem, błękitną. Lubię ją. Innej nie chcę. I wizyta w urzędzie. I to stanie z papierami. Pewnie czegoś nie będę miała, bo dawno już to zgubiłam, odsyłanie do domu, łzy w moich oczach i irracjonalne zarzuty wobec pani w okienku wypowiadane z bezradnością, czyli Teatrzyk Zielona Gęś przedstawia etiudę pt. "Obywatelka Lena P.". ... Nie pójdę tam jutro.
Za tydzień o tej porze wyjdę na scenę. Chciałabym popatrzeć na tych wszystkich ludzi, którzy przyszli, którzy chcą posłuchać, przeżyć, pobyć z nami. Po koncercie chciałabym żeby wszyscy zostali, usiedli przy jednym stole i byli ze sobą. Chciałabym żeby myśleli o sobie dobrze. Będę patrzeć w twarze osób, które dobrze znam. Będę patrzeć na te twarze z radością. Będę patrzeć w oczy tym, których nie poznałam i będę mieć nadzieję, że kiedyś się spotkamy.
Michał napisał mi dzisiaj, że melancholia już się w mieście unosi. A ja wcale melancholijnie śpiewać nie chcę. O!
Chciałabym mieć 25 lat. Chciałabym żeby rok 2005 trwał zawsze, przez całe moje życie.
Poza tym, jutro czeka mnie zabiegany dzień. I już wiem, że nie będzie w nim miejsca na herbatę, na świętym Wojciu. Może w środę, a może w piątek. Kiedyś ten czas się znajdzie. I do tej herbaty (na pewno zielonej) kupię ciastka u Araba, z pistacjami.
Ze statystyk wnika, że tego bloga odwiedza dziennie ponad 120 osób. To się nazywa milcząca obecność! Tyle.
Jeszcze coś... wczoraj usłyszałam co Zbigniew Herbert powiedział przed śmiercią: "narozrabiałem, zgasiłem światło, wyszedłem z knajpy i teraz niech się leją po mordach". Pokłony Mistrzu! Bezkompromisowość podziwiam, ale tylko u Artystów.
Dołączam efekty pracy Radeczka ze mną, żeby jakiś ślad pozostał. Moje wielkie marzenie: tandetna sesja z papierosem:) - spełnione.
Spokojnej nocy...




Komentarze (0):
Prześlij komentarz
<< Strona główna