ma plus belle histoire d'amour..
Zaparzyłam zieloną herbatę. Przyłożyłam do oczu lód (wciąż bolą).
Odkryłam ostatnio, to, co wszyscy już wiedzą, że na youtube'ie można znaleźć wszystko. To prawda. Wyszukałam piosenkę jednej z moich ulubionych pieśniarek francuskich- Barbary. Utworów jest kilka. Gottingen kiedyś śpiewałam, to taka piosenka-zabawka, o Gotyndze o ludziach, którzy są sobie bliscy, ale podzieleni wojną, a przecież niebo tak samo błękitne jak nad Paryżem i dzieci śmieją się tak samo głośno. Na koniec wyznanie miłości i troski o tych, którzy są daleko.
(...) O faites que jamais ne revienne
Le temps du sang et de la haine
Car il y a des gens que j'aime,
A Göttingen, à Göttingen.
Et lorsque sonnerait l'alarme,
S'il fallait reprendre les armes,
Mon cœur verserait une larme
Pour Göttingen, pour Göttingen. (...)
Pomyślałam o Radeczku, od którego rano dostałam wiadomość. Napisał, że w Nepalu zimno, że pięknie. Zapytał, czy u nas wszystko dobrze. I na koniec dodał: tęsknię za wami. ..
Wśród "wrzuconych" na youtube'a utworów Barbary jest piosenka, która mnie zawsze bardzo wzruszała: "Ma plus belle histoire d'amour c'est Vous". Barbara wspomina miłość, która stanęła na jej drodze gdy miała 15 lat. Lata mijały, a uczucie trwało. I gdy śpiewa: moją najpiękniejszą historią miłosną jest pan, w jej oczach szkli się łza.
I jeszcze piosenka "Pierre" o tym jak deszcz pada, jak kochankowie śpią, jak serca krzyczą, a wokół cisza...
I te piosenki są tak strasznie smutne.. i tak piękne.. Barbara, kiedy śpiewa, wydaje się być nieobecna, co jakiś czas tylko spogląda w oko kamery, jak by chciała, na moment zwrócić się do kogoś konkretnego, uchwycić, zatrzymać spojrzenie, kontakt.
Kiedyś przywiozłam z Francji biografię Barbary, po francusku. Musiałam się zapożyczyć na straszną kwotę pieniężną aby tę książkę kupić. Przeczytałam ją jednym tchem. Napłakałam się przy niej strasznie.
************
Seans reiki, na który zostałam zaproszona przeciągnął się do godziny trzeciej nad ranem. Dowiedziałam się, że jestem "potrójnie biała" i mam białego przewodnika, krótko mówiąc: przechlapane. Emocje mnie zabiją. Wg. majów nie mam żadnego powiązania z ziemią. Właściwie, nie musiałam tyle czasu tam siedzieć żeby się dowiedzieć, że daleko mi do racjonalnego oglądu świata. Arek, mój mąż, mój najlepszy przyjaciel, kochany, dobry człowiek, przeszedł długą drogę zanim, z miłości, zaczął się uczyć akceptować i rozumieć moje widzenie świata. Widzenie, które opiera się głównie na przeżywaniu każdej chwili. On mi owo przeżywanie ułatwia. On uczy mnie spokoju. ...
Ale Agnieszce G. dziękuję za sposobność mile spędzonego czasu.
************
I ja tak sobie siedzę, piszę, popijam zieloną herbatę, dziecko śpi, muzyki brak, cisza mnie otacza... może ja pisarką zostanę? Wtedy kupiłabym sobie chatę w górach albo domek nad morzem, gdzieś daleko od ludzi, ale na tyle blisko żeby mogli wpadać na herbatę i wino. Gdybym nie była uczulona na sierść to na kolanach chciałabym kłaść kota, głaskać go między jednym rozdziałem, a kolejnym. Może wówczas popijałabym likier liczi, z lodem? Mania byłaby już duża i chodziłaby do szkoły, a ja bym po nią wychodziła, np. koło przydrożnej kapliczki z Matką Boską. Tylko o czym bym pisała?
************
Dziś, jadąc samochodem, zapragnęłam udać się w samotną podróż. Mogłabym jechać do Angeli, do Ustrzyków Dolnych. Podróżowałabym głównie nocą. Piłabym kawę na stacjach benzynowych, nigdzie bym się nie spieszyła. Z nikim bym nie rozmawiała. Może pojechałabym gdzieś dalej. Do Rumunii, Bułgarii... cholera wie. Jak stasiukowi bohaterowie, z wódką i słoniną. Wódki nie piję. Słoniny nie jadam. Zostanę przy kawie i może czekoladzie, winie od czasu do czasu..
************
takie gwiazdki * czasem wiele mówią
************
Ugotuję warzywa.
Popatrzę na Barbarę, może czegoś się od niej nauczę.


Komentarze (0):
Prześlij komentarz
<< Strona główna