something stupid

W ramach obiadu zjadłam milion żelków. Teraz zrobiłam sobie kawę i wciąż je podjadam. Wiem jak to się skończy... Ciężko się od nich uwolnić.
Za godzinę przyjedzie Agnieszka Ł. i powie, że nic jej nie zostawiłam, więc chyba powinnam ćwiczyć cierpliwość i silną wolę. Choćby na żelkach. Uwieczniłam je na fotografii i odtąd będę się w nie wpatrywać z tęsknotą w oku.
Kupiłam na allegro książkę, którą bardzo lubię, a którą zgubiłam dawno temu. Nazywa się "Zabiłam ptaka w locie". Jest tam taki fragment, który szczególnie mnie wzrusza:
"Nie daj mi, Boże zapomnieć tego bicia. Nie daj zapomnieć smaku strachu, który zwiastuje nadejście sprawiedliwości twojej, nie daj mi zapomnieć owych wielkich oczu, owego dudniącego serca, owego bólu przejmującego w plecach i tego drżenia w plecach i tego drżenia w palcach, po którym nie wiem, że jeszcze żyję; nie przerywaj, Panie, szmerów i jęków w piersi mojej, nie zapominaj malować cienia w oczach moich i nie pozwól, aby trwoga moja ustała, aby duma moja uklękła, aby hałas w skroni mojej zamilkł - Amen.
Nie daj moim oczom widzieć zwierząt ani kwiatów, które nie są po to, aby je oglądano, nie daj dotykać rzeczy, które nie są po to, aby je dotykać, nie daj mi płynąć po takiej wodzie, która nie zna pieszczoty wioseł, ani ciężaru łodzi, ani niczego prócz dotyku słońca i księżyca - Amen.
Nie daj mi, Boże, podróżować tam, dokąd nie powinniśmy podróżować. Uchroń mnie przed wędrówką w czasie, pozwól mi zostać tam, gdzie jest miejsce moje. Pozwól mi mieszkać między przyszłością a przeszłością, między jutrem a wczoraj. Niech się nic, co się stało, nie odstaje, i niech się nie staje nic, co jeszcze nie dojrzało, aby stać się. Niech się dzieje normalność, choćby była najokrutniejsza, i niech się nie cofa ani niech się nie spieszy zegar czasu mojego, niech nie wracają cienie świętości ani marności mojej. Amen".Autorką książki jest moja ukochana pisarko-poetko-tekściarka Agnieszka Osiecka.
Za dwa tygodnie śpiewam "13 bardzo smutnych piosenek". Bardzo smutno nie będzie, bo nie mam zamiaru przybijać się do krzyża. Chciałabym bezradność z jaką do tej pory, piosenki te, były wykonywane zamienić na nadzieję. Myślę, że niełatwe zadanie przed sobą postawiłam. Nie chcę być ani bezczelna ani wszechwiedząca, może się okazać, że smutek "Pocałunków" jest jedyną formą wyartykułowania tęsknoty i braku zrozumienia i moja chęć wykrzyczenia tych emocji (czy ja mogę cokolwiek wykrzyczeć?) wcale nie sprawi, że utwór ten zyska na wartości. Albo... "Odchodząc" Ciechowskiego? Szukam spokoju w tej kompozycji, poddania, ale nie beznadziei. Dużo większy mam "problem" z "Sambą przed rozstaniem", to piosenka z założenia namiętna, tekst rozpala, a jednocześnie gasi zmysły. Czy powinna być zaśpiewana szeptem, jak to sobie założyłam? Na ostatnim tchnieniu, ale też z tkliwością, czułością... Tyle pytań. (jem żelka:/). O! albo taka piosenka "Nikomu nie żal pięknych kobiet". Ktoś powie: przecież to żartobliwy numer, śpiewany pół żartem, pół serio, a to nie tak! To jest rozpaczliwa piosenka! ... :)
Wieczorem zostałam zaproszona na seans reiki. Ciut się chyba boję. Ale... "Reiki jest czystą, bezwarunkową miłością", więc czuję się bezpiecznie. :)
Poza tym, w weekend miałam spotkanie z kulturą niską (Lejdis) i wysoką (Persepolis). Czy "kobieca" kobieta jest wulgarną "puszczalską"? ( to w kontekście Lejdis).
*


Komentarze (0):
Prześlij komentarz
<< Strona główna