08-03-03

byłam dziś w Paryżu czyli fałsz który stał się prawdą...

Niedawno wróciłam z próby do domu. Po drodze spotkałam Zbyszka Łowżyła, ubrany w smoking (ja miałam na sobie 3 bluzy, kurtkę i owinięta byłam chustą) z elegancką walizką podążał na pociąg. Przyznaję, ma klasę. Powiedział, że napisze dla mnie piosenki, ale do MOICH tekstów! Przemyślę. Propozycja kusząca. Bardzo kusząca. Niesamowicie! Swoją drogą... miło Zbyszku, że czytasz mojego bloga ;-). I dokąd Ty, tak pięknie ubrany, jechałeś? hm.

Ale, ale... lubię, bardzo lubię spędzać czas z Krzysiem Dysem. Lubię pić z nim kawę (jak dziś), rozmawiać (on rozumie mnie nawet wtedy gdy ja przestaję rozumieć samą siebie), uwielbiam sposób w jaki patrzy na życie, na Helenę, na Honoratę, lubię słuchać kiedy mówi o swojej Córeczce, o miłości do Helenki i Jej Mamy. Kiedy zaczyna mówić o muzyce odczuwam spokój, to tak, jakby ktoś mówił w języku, który jest nam najbliższy, jakby był pierwszą myślą, pierwszym zdaniem, o którym zapomnieliśmy. To wielkie szczęście obcować z tak niezywkłym człowiekiem.

Ale, ale... w piątek Krzysztof Dys nie może ze mną zagrać, więc zastąpi go Marcin Łosik. Zdecydowanie godny zastępca Krzysztofa. I choć Marcin zmusza mnie do obcowania z blokowiskiem, a tym samym do mierzenia się z moimi stanami lękowymi, które w takich miejscach mnie osaczają; choć czasem wypija moją herbatę; choć dzisiaj powiedział, że to, że nie przeżywam nieszczęścia z powodu zepsutego samochodu, to fałszywe poczucie komfortu... Mimo tych wielu "wad" Marcin ma też zalety: znamy się od tygodnia, a pracuje nam się doskonale, dużo rozmawiamy, no i najważniejsze: Marcin cudownie czuje to, co ja zamierzam zaśpiewać, postępuje zatem podobnie jak Krzyś nie wyprzedza wydarzeń, ale ma świadomość ładunku emocjonalnego, który zmienia się coż...jak pogoda... Myślę, że w piątek zagramy całkiem udany recital.

Dziś, przez chwilę byłam w Paryżu. Plusem zepsutego samochodu jest to że chce się chodzić pieszo. A ja lubię chodzić, spacerować... Idąc na próbę a chwilę wróciłam do Paryża przypomniały mi się czasy kiedy biegłam do szkoły o 8 rano, a wokół ludzie popijali kawę i czytali gazety. Lubiłam na nich patrzeć. Ich dzień dopiero się budził, spokojnie, bez pośpiechu. Przypomniałam sobie to uczucie wolności, zapach chłodnego, budzącego się dnia. Miałam na sobie tenisówki, ciężki plecak i zwykle za mało pieniędzy żeby móc usiąść tak, jak oni. Marzyłam, że jak dorosnę to będę też tak popijać kawę w cafe, zanim pójdę do pracy. Czy kawa przed próbą to spełnienie tego marzenia? Sprawdziłam to. Usiadłam. Zamówiłam capuccino. Zapaliłam papierosa. Wyobraziłam sobie, że wszyscy mówią po francusku (to nie było trudne, jak wróciłam z Francji to też myślałam, że nikt nie mówi po polsku). I... byłam w Paryżu... Tęsknię za tym miastem. Choć go nie lubię. Taka, sprzeczność komunikatów.

Dzisiaj też (wracając z próby) zastanawiałam się nad mnogością dźwięków. Nad muzycznością odgłosów. Nad decybelami, które mnie męczą. Nad wysokością dźwięków, które mnie niepokoją. Np. odczuwam fizyczny ból kiedy słyszę pracujący na wysokich obrotach odkurzacz (to śmieszne, ale ... tak mam :), kiedy wiruje pralka, kiedy samochód włącza klakson, kiedy jedzie karetka pogotowia, hamuje pociąg. Mierzi mnie dźwięk płynący z telewizora. Ilość słów, informacji, moja głowa cały czas analizuje każdy interwał. Wszystko, co wiem o muzyce oscyluje między intuicją, a doświadczaniem życia. Może dlatego moje śpiewanie "obok" dźwięków Krzysztof Dys nazywa "fałszem, który stał się prawdą" gdyż bywa, że świadomie śpiewam taką nutę, która łamie harmonię karygodnie. Śpiewam to, co wiem. ...

11 marca w Poznaniu zagra Brad Mehldau Trio. I to jest wydarzenie!

No i na koniec napiszę żeby nie było, że taki różowy dzień miałam ,że otarło się o mnie pół miasta. Nigdy nie pojadę tramwajem w godzinach szczytu, na Piątkowo. Koszmar! Ludzie się pchają, krzyczą na siebie. Jakiś Bałwan zaczepiał ciemnoskórego mężczyznę, tamten się zdenerwował i zaczął krzyczeć do Bałwana po angielsku (are you stupid? krzyczał). Bałwan nic nie zrozumiał. Odkrzyknął do Obcokrajowca: kurwa! i poszedł. Załamałam się. W tramwaju smród i brud. I ten tłok. Brak słów.

Tym akcentem Królewna Śnieżka kończy swój wywód wieczorny. :)

W prezencie Drum Machina (Łowżył, Novikow, Antkowiak)