08-03-02

* która mówi wiele...

Zaczynam powolutku umierać albo raczej zamierać. Czuję jak pętla zaciska mi się na szyi. Pętle czasu chyba. Miałam takie marzenie: "być wciąż w podróży". Kiedyś już pisałam, że spełniają się wszystkie moje marzenia... Całe szczęście, że mam dużą walizkę, bo jak wyjadę 18 marca to do domu wrócę chyba w połowie kwietnia. W między czasie będę wpadać żeby przepakować wspomnianą walizeczkę.

Spędzę kilka dni w Krakowie, Łodzi, Warszawie, Wrocławiu prawdopodobnie w Piszu (prawdopodobnie, bo termin grania jest mało sprzyjający).

A na święta pojadę do Karpacza. Posiedzę w świątyni Wang i będę zbierać myśli, i siły.

Jest we mnie jakiś stan niepokoju, ale i szczęścia.

Dużo pracy przede mną. Nie rozstaję się z tekstami kazachskimi ("Projekt Marysia"). Dużo o nich myślę. Czasem siadam, wyciągam je i czytam. Czasem czuję potrzebę "pobycia" z nimi. Wzięłam sobie do serca historię tej, wówczas młodej bardzo, kobiety. Dramat, który przeżywała. Cierpiała lecz ani na chwilę nie zwątpiła. Choć ten, którego kochała najbardziej zginął. Pięknie jest kochać prawdziwie. ... Cieszę się, że zaśpiewam coś, co napisała Kobieta. W dodatku mądra Kobieta. Ja, wciąż uczę się cierpliowści. ...

Jest taka mała pizzeria, w Poznaniu, na ul. Woźnej, w której mogłabym spędzić cały dzień. Nie dość, że jedzenie najlepsze na świecie, to jeszcze towarzystwo wyborne. Kiedy byłam w ciąży i dobierałam składniki eklektycznie, spełniane były wszystkie moje pragnienia. W zasadzie do dziś tak jest. To naprawdę magiczne miejsce na mapie Poznania. Kiedy tam wejdziecie, już od drzwi, oczaruje Was szczery uśmiech p. Eli. Luigi (najprawdziwszy włoski cukiernik!, którego ciasta i tiramisu są najcudowniejsze w galaktyce!!)) być może uraczy Was jakimś włoskim przebojem. Martusia, jeśli przyjdziecie z dzieckiem, chętnie przejdzie się z nim na spacer. Pai Hania pośpiewa zmywając naczynia... Jedyny "minus": zostaniecie prześwietleni na wylot, bo przed intuicją p. Eli nic się nie da ukryć! :). Ale...bez obaw...będzie Was wspierać z sił całych...
Aha, adres:): Pizzeria Da Luigi, Poznań, ul. Woźna 1. :).

Dziś zrobiłam porządki w domu (żeby zrobić porządki w głowie). Zapaliłam kadzidła. I oddycham.

Umarł mi samochód. Jutro będę chyba jeździć rowerem. Mam mnóstwo spraw do załatwienia. Próbę. Chciałam od Radeczka pożyczyć Hondę, ale mój zacny przyjaciel baluje w Jeleniej Górze...wrrrr... No i do mechanika muszę zawieźć car'a. ojjojjoj...

Jutro w Poznaniu zagra Tomasz Stańko. Nie mogę iść, bo mam próbę, ale żałuję, bo lubię bardzo.

Oj, no i cieszę się, że w końcu ktoś albo może raczej okoliczności wymusiły na mnie zaśpiewanie Kołysanki Rosemary Komedy. Cieszę się, bo marzyłam o tym utworze, a nie miałam śmiałości... :). 8 marca z rozkoszą zaśpiewam...

A teraz idę układać plan na najbliższe tygodnie, bo Maniulką ktoś musi się zając podczas moich "zawirowań" muzycznych.

Kochani Czytacze! Pozdrawiam Was gorąco i cóż... wierzcie, bądźcie cierpliwi i... sama nie wiem...szczęśliwi? :)

no i może jakaś muzyka albo fotka... szukam, szukam....

piękne... ks. Twardowski... bardzo mądry człowiek... Kayah... cudowna, AMJ perfekcyjna. Obie cudownie spontaniczne. No i Krzysztof Herdzin na pianie.... tyle. Motyle. :)