08-03-18

o kwarte...o Szymonie B, o Masi.... 11:33

Ileż razy pisałam, że uwielbiam moich muzyków? Wiele, oj, wiele... Uwielbiam ich bardziej od wczoraj gdyż dostarczają mi wrażeń ponad miarę:))))). Od rana zanoszę się śmiechem jak przypomnę sobie, że wczoraj, podczas koncertu zagrali mi piosenkę o kwartę wyżej (!!!!). Niezły sprawdzian mojej i ich intuicji muzycznej i, cóż wiele mówić.. znajomości nas samych. Kolejny raz okazało się, że z Krzysztofem Dysem łączy mnie metafizyczny związek dusz.

Piszę po kawałku, każdego dnia coś dopisuję, innego kasuję i wynikiem tego są braki i zaległości.

Gdybym chciała napisać o wszystkim, co na sercu i umyśle mi leży nie skończyłabym do jutra. A jutro... a jutro będę miała kolejny dzień pełen dylematów (głównie muzycznych).

Przez to pisanie na raty gubię wątki.

Odwiedził mnie Szymon Brzóska. Kompozytor. Mój przyjaciel. To On napisał dla mnie pierwsze piosenki (pamiętam, że były do wierszy: Lipskiej, Baczyńskiego i Leśmiana :))). Mieliśmy 15 lat i graliśmy te utwory w Piwnicy pod Baranami. Było niesamowicie śmiesznie. Wciąż się kłóciliśmy. Mnie drażniła nadwrażliwość i użalanie się nad sobą Szymona (a drażnią nas, jak wiadomo cechy, które sami posiadamy:), a jego chyba denerwowała moja apodyktyczność. Jeszcze w liceum wysyłaliśmy do siebie długie listy. Byliśmy bardzo blisko, mentalnie. Potem Szymon skomponował dla mnie 9 utworów do wierszy Rainera Marii Rilke'go. Zagraliśmy raz jeden recital, który nosił tytuł "Co w usta wszeptuje". Mam nadzieję, że kiedyś wrócę do tego materiału! Ba! jestem tego pewna. Poczyniłam już pewne konkretne kroki i w poniedziałek zaśpiewałam dwie z dziewięciu kopozycji "rilkowych". ... Dziś Szymon komponuje muzykę do filmów i współczesnego baletu. Mieszka w Antwerpii, chociaż z jego częstego przebywania w różnych miastach na świecie wnioskuję bardziej, że mieszka wszędzie. W maju wybieram się do Londynu, na premierę przedstawienia "Sutra", do którego muzykę napisał Szymon. "Sutra" to przedstawienie zainspirowane religijnymi księgami buddyjskimi. Jako główni wykonawcy wystąpią legendarni Mnisi z Shaolin. Szymon powiedział mi dzisiaj, że przedsięwzięcie ma charakter "spirytualny". Reżyserem i choreografem jest Sidi Larbi Cherkaoui. A tutaj krótki opis przeklejony z brytyjskiego site'a:



Sidi Larbi Cherkaoui takes a completely different direction with this brand new Sadler’s Wells production, which is inspired by the skill, strength and spirituality of Buddhist Shaolin Monks. He has collaborated closely with Antony Gormley who creates a constructed environment for the performers, employing light to dramatic effect. Polish composer Szymon Brzóska will also create a brand new score for piano, percussion and strings.

"As a child, Bruce Lee was a role model; not just the characters he portrayed, but the man himself and the world-view he embodied. When he spoke about martial arts, about drawing from nature, from elemental forces, it rang true. Through him, I delved deeper into Kung-Fu, to the Shaolin school of chan Buddhism. Later in life, as a choreographer and a dancer, I was inspired by the Shaolin understanding of movement, their complete identification with the living beings around them, and that remarkable ability to become the essence of a tiger, crane or snake"
Sidi Larbi Cherkaoui

By visiting the Shaolin Temple in China, and working with the Shaolin Monks over several months, Larbi follows a life-long interest by exploring the philosophy and faith behind the Shaolin tradition, its relationship with Kung-Fu, and its position within a contemporary context.

Dołączam kilka fotek, które Szymek wgrał mi do mojej Namaste. Oto Szymon, który zasnął podczas nagrywania muzyki.













Sidi Larbi Cherkaoui
















Próby





























Szymon Brzóska, kompozytor i mój zacny Przyjaciel :)















i może jeszcze... mnich
















Co by tu jeszcze... Huncwot.com , czyli mój mąż i jego "wspólnik" zrobili stronę, która mnie wzrusza i porusza... zapraszam serdecznie do oglądania: http://www.commonwealth.pl/


Poza tym... leci mi woda z nosa. Chora jestem.

Cóż więcej... w niedzielę moja Maniusia skończyła 2 latka. Ten czas tak szybko minął. Ostatni rok przeleciał w tempie szesnastkowym bądź dzielonym jeszcze bardziej. Pamiętam jak 2 lata temu oczekiwałam Jej narodzin. Tęskniłam za Nią, byłam Jej ciekawa. Pamiętam ten ból, który z każdą godziną przybliżał mnie do spotkania z Istotą, która jest częścią mnie samej. Pamiętam spokojny i miły głos anestezjologa, który przygotowywał mnie do cesarskiego cięcia. Położną, p. Marię Szafrańską, która po 15godzinnej walce o to aby Mania przyszła na świat drogą naturalną wspierała mnie całą swoją dobrocią. W Jej oczach była jakaś świętość.
Pamiętam bezradność Arka, który jedyne co mógł dla mnie zrobić to mocno trzymać moją dłoń (to było bardzo dużo). No i pierwszy płacz Masi, jej czółko słone, pokryte delikatnym meszkiem, zdziwione oczka. Nigdy nie chciałabym zapomnieć tego pierwszego spojrzenia. byłam bardzo szczęśliwa, potem bardzo przerażona, teraz... teraz czasem nie wiem co robić żeby być dobrą mamą. Chciałabym zawsze być dla Niej tak ważna jak teraz. Chciałabym żeby czuła moją w Nią wiarę, żeby wiedziała, że moja miłość do Niej jest bezwarunkowa i że wiem, że na miłość dziecka trzeba zasłużyć, nie wystarczy zapewnić byt materialny. Największe znaczenie ma zagwarantowanie poczucia godności, szacunku na końcu pozwolenie na bezbolesne oderwanie się od rodzicielki, bez poczucia winy... Chciałabym być mądra dla Niej, dla dwuletniej Marii Grety. Córeńko, taki muzyczny prezent dla Ciebie... Kocham Cię tak bardzo...




11:33.

11minut i 33sekundy, tyle trwają moje rozmowy z kimś dla mnie bardzo ważnym. Kolejny raz wyznaczył się czas... w rymie i rytmie... 11:33...



***

Dobrej nocy.....