Barbara i Bogumił Niechcic na spacerze z koniem

Oto małżeńskie zdjęcie Państwa Niechciców, którzy postanowili wybrać się na spacer ze swym koniem. W roli Barbary występuję ja, w Bogumiła wcielił się Radeczek. Koń na imię ma Rycina. Zdjęcie zostało zrobione wczoraj.
Uciekłam na Kaszuby. Nazywam ten wyjazd "ucieczką" gdyż każdy z nas (może oprócz Mani) miał powody do tego aby się zaszyć w głuszy. Wybraliśmy leśniczówkę Radka brata, oddaloną od rzeczywistości, schowaną głęboko w lesie. Pojechaliśmy w możliwie najmniejszym składzie, po przyjacielsku: Roman, Radek, Mania i ja. Mogę powiedzieć, że odpoczęłam. Lubię spędzać czas z ludźmi przy których nie muszę nikogo ani niczego udawać. Mogę zaciągnąć na głowę koc i nie istnieć, mogę wieczorem posiedzieć na ganku, patrzeć w niebo pełne gwiazd i milczeć. Mogę wieczorem obejrzeć głupi film śmiejąc się głośno i nie silić się na pseudointelektualne przemyślenia. Mogę zjeść talerz pierogów (wcześniej ulepionych przez mamę Radka) i popić je piwem...mniammmm... Mogę iść z Romanem i Manią do wsi, i zachowywać się nieodpowiednio: pić piwo i palić papierosa podczas gdy Mania je loda, który topiąc się Jej w rękach spływa po bluzeczce. Ona przeszczęśliwa, ja przeszczęśliwa, Roman popija wódkę. Mogę też w dowolej chwili wsiąść w samochód z Przyjaciółmi i pojechać nad morze, zjeść rybę, poleżeć na plaży, a potem pojechać do Ustki na kawę. Mogę wstać rano i upajać się spokojem, śpiewem ptaków (jakie to banalne...) przerywanym śmiechem Maniusi... Mogę nie zastanawiać się co robię dobrze, a co źle, co do zrobienia mi zostało. Mogę poszukać śladów przeszłości wśród traw, mogę przejrzeć się w stawie i sprawdzić czy odbicie nadal pokazuje prawdę, a może dopiero teraz prawdę widać... Mogę po prostu BYĆ. Taki cudowny czas spędziłam...
A wracając z podróży mogę zaprosić Przyjaciół, z którymi upłynęły mi ostatnie dni, na ciepły obiad i ciasto do mojej mamy. I w takich chwilach dopada mnie myśl, że mam całkiem miłe życie... bo mam...
A oto kaszubskich klimatów ciąg dalszy. (w związku z tym, że wysypują mi się teksty, numeruję...)
1. "wioskowa wariatka"
2. Roman
3. kaszubska baba
4. nasi Wspaniali Gospodarze!Sylwia i Rafał
5. Maniusia z Rafałem na koniu.
6. ...cóż... bawiliśmy się doskonale...
7. no i jeszcze księżniczka na koniu... :))))))







Arek poleciał do Portugalii. Przyznam, że mu zazdroszczę. Siedzi teraz i popija porto w jakiejś rybackiej wiosce na południu... eh... Dla mnie byłaby to podróż sentymentalna...dla Niego też jest...
Za 3 tygodnie jadę na premierę "Sutry" do Londynu.(http://blog.lenapiekniewska.pl/2008/03/o-kwarteo-szymonie-b-o-masi-1133.html). Szymon do 7 maja jest w Chinach, na ostatnich próbach. Czuję jego podekscytowanie. Premiera w londyńskim teatrze to chyba prawie spełnienie marzeń... chyba i prawie... Czy ja muszę się jakoś gustownie ubrać? Kapelusz powinnam sobie kupić? Ostatnio zastanawiałam się w czym chodzi się na premierę w Warszawie, czy w Londynie długa czarna suknia wystarczy? Jakie są trendy?
Zastanawiałam się podczas tych kilku dni, a właściwie zastanawiam się nad tym od ostatniego koncertu, czyli od 28 kwietnia: jak dalece ulotne jest to, co robię?
Przyznaję, w kiepskiej formie byłam śpiewając te 13 smutnych piosenek. Nie wszystkie, ale kilka piosenek przeżyłam autentycznie. Dałam z siebie wiele, pewnie nie wszystko. Zmagałam się z sobą samą. Koledzy moi, jak zawsze, zagrali najpiękniej. Mirek Kamiński cudownie i dyskretnie wpisywał się w nastrój. ... Koncert się skończył, ludzie sobie poszli, ja zostałam z Motylem na jakiś istotnych rozmowach o życiu. W pewnej chwili spojrzałam na scenę. Instrumenty zabrali muzycy, w ich miejscu pojawiły się stoliki, krzesła... jakby nic się nie stało. Jakie znaczenie miało to, że kilka godzin wcześniej w tym miejscu ktoś obnażał swoje emocje? Pewnie takie samo jak pola we wsi Grunwald. Może nawet gorzej...Rozmawialiśmy o wyższości muzyka nad np.malarzem. Muzyk ma szanse autentycznego obcowania z dziełem w kontekście innych osób. Działa tu i teraz. Malarz nie doświadcza zachwytu widza. Tyle, że obraz będzie trwał, a koncert się skończy i żyć będzie tylko w czyjś wspomnieniach...oby...
I tak mi się przypomniało! Prywatnie bardzo będzie: TERESA! Dlaczego Ty się Kobieto nie odzywasz? Obraziłaś się, czy co? Wywiad nie poszedł, czy co? Niemiła byłam, czy co? Bo już naprawdę nie wiem... :)
Popełniam właśnie jeden z "grzechów głównych": piję piwo, a to oznacza, że jutro będę miała chrypę, co za tym idzie: ćwiczenie wprawek zajmie mi więcej czasu niż zwykle, więc spóźnię się na spotkanie, więc ktoś może się poczuć urażony, więc, więc... wcale się tym nie przejmuję ponieważ świat się nie skończył i nie skończy się też jutro... Dodam, że jest to moja pierwsza butelka piwa i to w dodatku upita do połowy.
No i dodam tylko, że zeszły weekend spędziłam w Kazimierzu Dolnym, spełniło się moje marzenie: SPA...bosko... Napiszę też, że mam uczulenie. I jeszcze, że coś mi na powiece wyrosło...jęczmień? I...jeśli za chwilę nie pójdę spać to mi głowa na klawiaturze zostanie...
Zbyszku Ł. Czy my się jutro spotkamy? ;)
*


Komentarze (0):
Prześlij komentarz
<< Strona główna