08-05-27

"święci garnki lepią"...



Rano pojechałam do Magdy lepić talerze z gliny. Pomóc jej, a troszkę pomóc sobie. Wspominałyśmy plenery, wspólne łóżka i pokoje, muchy latające i nieustające komentarze Madzi z owymi owadami związane: tutaj jest jak w murzyńskiej chacie. Przypomniało nam się wiele szczegółów naszej beztroskiej egzystencji. Kiedyś Magda wysłała mnie z ostatnimi pieniędzmi (miałyśmy wspólne pieniądze) po odbitki od fotografa, ja wróciłam bez zdjęć, ale za to z dwiema czerwonymi farbami do włosów. Miałyśmy też kiepskie chwile, Madzia rzucała odkurzaczem, nie chciała zmywać kubków, wściekała się, że nago chodzę po pokoju ja się denerwowałam gdy Madzia zapraszała do nas na porannego papierosa pół pleneru, a potem Ona wkurzała się, że każda impreza miała miejsce na naszych łóżkach. Ile myśmy wódki wówczas wypiły. Ile "wściekłych psów" przelało się przez nasze gardła. Dziś zgodnie stwierdziłyśmy, że gdybyśmy teraz wypiły np. 8 piw to trzeba by nas zawieść do szpitala. I ten smród terpentyny, i te monotypie, kserokopie, porysowane indeksy, gipsy, odlewy, farby, wszystko na ziemi, w pościeli... jezu...jak myśmy to przeżyły? Magda skończyła w piątek 30 lat i dziś zapytała mnie: myślisz, że mnie ta "trzydziestka" zmieniła? O, losie! :)))
Przez chwilę zapragnęłyśmy zamieszkać razem, z dziećmi oczywiście, (siła wspomnień) po chwili jednak Madzia stwierdziła: wtedy to dopiero byśmy piły... :)))

Lepiłyśmy te talerze, lepiłyśmy, potem paliłyśmy papierosy, piłyśmy kawę i znów lepiłyśmy talerze, gadałyśmy, gadałyśmy, gadałyśmy.... Doszłyśmy do wniosku, że jesteśmy w arcycudownej sytuacji, że możemy robić cokolwiek; lepić garnki, ilustrować, malować, śpiewać, grać, podróżować... Możemy robić co chcemy! I dlatego, niebawem, pojedziemy z córeczkami gdzieś... do Paryża, Toskanii, na Riwiere Francuską... czyż to nie jest budująca myśl?

Za chwilę przyjdzie Radek i pojedziemy kupować papierosy w ilości hurtowej. Wcześniej zjemy obiad. Posłuchamy muzyki...włączę mu piosenki Ani Smołowik, które mi w końcu przysłała... piękne...

A taka piosenka...



A wczoraj, pierwszy raz w życiu piłam wio w na ławce w parku!!! Dobre, drogie wino. Z Romanem. Pysznie było. "Zachwycam" się czymś co cała reszta ludzkości przeżyła w czasach licealnych... hm.


Poza tym...dziwnie mi dziwnie...i smutno.


O! Radek przyszedł...

miłego dnia...i spokoju...