08-07-18

los losowi nie równy



Na początek zdjęcie Panny Mani, cudownej, wspaniałej i niezwykłej...

*********************************

Pamiętam jak mój przyjaciel Szymon Brzóska nie pracował, a ja miałam wówczas epizod z agencją reklamową. Nasze spotkania wyglądały wtedy tak, że ja w szale wbiegałam wieczorem do knajpy, w której się umówiliśmy, a on siedział uśmiechnięty, zrelaksowany. Ja po 12 godzinach pracy, on po 12 godzinach przeróżnych spotkań, kawek, herbatek. Wówczas trzymała mnie przy nim wszechogarniająca miłość, przyjacielska oczywiście, bo w duszy miałam ochotę go zamordować z zazdrości. Pamiętam co sobie o nim myślałam, że niedojrzały, że na garnuszku rodziców, że nic nie robi, że mnie nie rozumie, że nic nie wie o życiu ( to akurat było chyba prawdą, bo przypominam sobie, że nie wiedział kto jest premierem PL) itd... Pamiętam, że on kompletnie nie potrafił wczuć się w sytuację, w której ja się znajdowałam, bo przecież...Boże mój... taka kolej rzeczy, a jeśli bardzo to by mi przeszkadzało to bym zrezygnowała z tej pracy. Tak zrobiłam. Spojrzałam sobie głęboko w oczy i ujrzałam niechęć do obowiązku codziennego chodzenia do tzw. "roboty", wykonywania poleceń, użerania się z klientami, restartowania komputera, biegania na autobus itd.... Ale... dziś zdałam sobie sprawę, że świat wokół mnie porusza się w zupełnie innym tempie i co gorsze w zupełnie innym trybie. W związku z tym nie radzę sobie ze wspieraniem osób odpowiedzialnych, pracujących, czyli dzielnych. Im bliższa osoba tym głupsze mam pomysły. I tak, np. mojej Ukochanej Przyjaciółce, której nerwy puszczają, bo wolałaby być zupełnie gdzie indziej, a siedzi nad projektami ja radzę żeby: poszła na spacer, umówiła się z masażystą, pooddychała, uśmiechnęła się, rzuciła wszystko w cholere... Nadaję się na taką panią odpisującą na listy w rubryce "napisz do Kasi", a nie na przyjaciela. Z drugiej strony mam nieodparte wrażenie, że powinnam krzyżem leżeć w czasie gdy siedzę i popijam kawę w południe, w kawiarni. Z trzeciej strony.. hmmm...powtarzam i powtarzać będę buddyjskie przysłowie: Twoje życie wygląda tak, jak Twoje myśli! Z czwartej strony, tej chyba najwłaściwszej,to doskonale wiem, że tak naprawdę to powinnam zakasać rękawy i pójść pomóc, nie zawsze jest to jednak takie oczywiste i możliwe... szkoda.


**************************************

Janusz Grzywacz wysłał mi dzisiaj piękną piosenkę. Grzywkę uwielbiam, cenię, szanuję. Podziwiam Go za jego czerwone okulary, czerwone buty, iPhone;a, zamiłowanie do Apple, no i przede wszystkim za piękną muzykę, którą pisze... i za to, że mnie wspiera! O!

**************************************

Dziś zachwyciłam się ulicą, na której mieszkam. Zauroczył mnie melange osobowości. Norweg i jego przyjaciel jeżdżący na deskorolkach. Chłopak, który całymi dniami czyści swój motocykl. Pani Hania, której mąż się powiesił, wystająca wieczorami w oknie. Babcinka, która codziennie od prawie 3 lat macha do nas wesoło ze swojego okna. Grubas, wrzeszczący na żonę (zawsze dziwią mnie dwie rzeczy. 1. dlaczego ona go nie zostawi? 2. po co z nim dyskutuje?). Muzułmanin, który uwielbia odprawiać mogły przy otwartym oknie, cała ulica słyszy te śpiewy...głos ma cokolwiek średni, ale powiew egzotyki łagodzi brak doznań estetycznych w zakresie dźwięków. No i nasi sąsiedzi z symetrycznego strychu, którzy wieczorami wychodzą na dach, na piwko... Ach... zapomniałabym o pani Szymanowskiej, wdowie po dentyście, która kojarzy mi się ze starą lichwiarką, z Dostojewskiego i pani Soszyńska... cudowna, prześmieszna starsza pani, ciekawa wszystkiego, pozostała w niej świeżość i niewinność...piękne to jest... na koniec kot Teodor, wystraszył mnie kiedyś strasznie, wychodziłam z domu i ujrzałam tego czarnego potwora, siedział na schodach i gapił się na mnie, sam Behemot...wrrrr... Ulica, na której mieszkam nazywała się kiedyś Spokojna...

***************************************

Wzięłam do ręki Czas Kultury i śmiać mi się zachciało, a właściwie to nie był śmiech, a duma, sama nie wiem co, jakoś mi się tak zabawnie w sercu zrobiło. Zdaje się, że zawsze tak jest, kiedy przeżywa się wczesną młodość w towarzystwie artystycznym, uczęszcza się na zajęcia, na artystyczną uczelnię itd., zawsze wtedy naturalną koleją rzeczy jest to, że koledzy i koleżanki i z którymi piło się piwo, wódkę, paliło to i owo, kiedyś zostaną malarzami, muzykami no...artystami. I tak właśnie nastał czas kiedy czytam o Radku Szladze, o Piotrze Bosackim, Krzysiu Łukomskim, Madzi Starskiej..., to są dzisiaj osoby,które tworzą historię, nadają nowy wymiar sztuce... aż mi się w głowie zakręciło... To właściwie tak samo, jak z aktorkami, z którymi się spotykam. Pewnie za 30 lat będziemy taką specyficzną grupą przyjaciółek, no może coś na miarę Jandy i jej fumfelek :))).

***************************************

Jutro pochodzę po lesie. Położę się na tafli jeziora. Zastanowię się, poważnie się zastanowię, nad wszystkim...


Coś muzycznego by się przydało... eee..tandetę znalazłam, ale...tak mi się pomyślało, że w sumie tak być powinno, oczywiste...





Dobranoc... :*/