08-07-03

o teatrze...i nie tylko

Zakończyła się Malta, czyli Międzynarodowy Festiwal Teatralny. OK, ja nie jestem w najlepszej formie psychicznej, ale myślę, że nawet osoby, którym letnie promienie słońca służą doskonale, mają lekkiego, tzw. doła. Ja już wiem dlaczego nie lubię chodzić do teatru. Nie lubię, ponieważ jakoś tak się zawsze składa, że trafiam na spektakle, po których czuję się gorzej niż zanim usiadłam na widowni. Cóż z tego, że piękne obrazy, że kostiumy niezwykłe, muzyka porywająca, pomysły doskonałe, coż z tego, że aktorzy dają z siebie wszystko, skoro ja siedzę i zastanawiam się czy na świecie jest tylko zbrodnia, żal, smutek, terroryzm, śmierć, rozwody, skrobanki, poronienia, gwałty, choroby...przecież chyba jakieś jasne strony życia też są? Na szczęście na spektaklach dla dzieci więcej było śmiechu niż łez! Ale, ale...stop, stop! Ja wciąż zapominam o Izabeli Gustowskiej, o Jej niezwykłej pracy zatytułowanej "Ona". Zapominam pewnie dlatego, że Gustowska z teatrem kojarzy mi się nijak, ach te stereotypy i szufladkowanie umysłowe... Mówię to od tygodnia, a teraz napiszę: Izabeli Gustowskiej powio się codziennie kwiaty wysyłać za to, że ta wybitna Artystka istnieje, tworzy, że spotkać Ją można w Poznaniu, a nie np. w Warszawie! Pokłony!

Oto Mania na przedstawieniu dla dzieci "Tańczące wiolączele" super!



Szczerze zupełnie przyznam, że odkąd Marcin Liber wyreżyserował Śmierć Człowieka Wiewiórki, Olka Bożek zagrała Urlike Meinhoff, a Krzysztof Ogłoza wcielił się w rolę tutułowego Człowieka Wiewiórki, nic mnie specjalnie nie wzruszyło, nie poruszyło. To było ostatnie przedstawienie, które do dziś budzi żywe emocje. Może nie jestem obiektywna. Cenię Marcina Libera, bardzo lubię Olę Bożek, mało, uważam, że to wybitna aktorka i całe szczęście, że teatr się o Nią upomniał, może brakuje mi trzeźwego spojrzenia na tę "sztukę" gdyż od początku, od zalążka pomysłu poniekąd byłam w to wmieszana, gdyż grafiki, które pojawiają się na ścianach, jako elementy scenografii, projektował Arek, mój bardzo zdolny mąż. Z drugiej jednak strony, zachwyt towarzyszy każdemu, który to przedstawienie obejrzał, nie wspominając już o tym, że w Niemczech wzbudził falę żywych łez, wzruszeń i wkurwień.





A co się tyczy Warszawy i teatrów, bo w moim przypadku ostatnimi czasy można postawić znak równości między słowami Warszawa i teatr. Dwa dni temu obejrzałam "Wiśniowy sad" - spektakl dyplomowy studentów 4roku Wydziału Aktorskiego, warszawskiej Akademii Teatralnej im. Zelwerowicza. Ania Smołowik wcieliła się w rolę Raniewskiej. Parę razy łzy w oczach mi stanęły. Czasem się zaśmiałam, czasem ziewnęłam...ale Anusia cudna, cudna...

Ania dokonała wszelkich starań żebym spotkała się z każdym, z którym spotkać się powinnam, choćby miały to być 3minuty na peronie z Anią Sokołowską. Zorganizowała wieczór w Antrakcie i wino na Miłej do późna...

Przyznam, że jestem ciekawa jak potoczą się drogi zawodowe moich zacnych koleżanek. Kasia Dąbrowska gwiazdą zostanie na pewno i może nie dlatego, że gra w Teatrze Współczesnym, a głównie z powodu roli w serialu Na dobre i na złe (już od nowego sezonu!... reklama to była :)), ale oczywiste jest, że najprawdziwszym powodem jest niebanalna uroda, głos i talent Katarzyny. Anna Smołowik to pewnie jaką divą teatralną zostanie, Ona ma autentyczne zadatki na Marlin Monroe (Aniu...coś nie tak napisałam?... oj, będzie telefon, będzie... sto lat, sto lat Kochana... :)). O Oli Bożek to nawet nie będę zaczynać pisać, takie mam wrażenie, że nie podobałoby Jej się nic co bym napisała, chyba nie lubi peanów na swoją cześć. Cholera wie:). A ja sobie tak z nami siedzę, patrzę jak odgrywają swoje role, jak się kokietują i próbują zniszczyć, zachwycają mnie bardzo, bo czuję się widzem w takim prawie prawdziwym teatrze... Dziewczynki, dziękuję Wam za spotkanie. Może ciut nerwowe, ale miłe, miłe... No i bardzo podoba mi się Plan B!!! Choć Plac Zbawiciela ma jakąś dziwną energię.

A jutro czeka mnie miły wieczór, wieczór wśród osób, które bardzo lubię, które są mi bliskie. Ki, jak zawsze, przygotuje cudowną kolację. Ja odpalę kadzidła z Menri i świece. Przyjdą goście... choć...czy to będą goście? Chyba nie. Będę pić wino, cieszyć się , że otacza mnie wielu wspaniałych ludzi i pewnie czasem zamyślę się nad coraz bardziej oczywistą i coraz bardziej prawdziwą nieobecnością niektórych osób... godzę się z tym.

Radeczek wrócił na kilka dni do Polski. Cieszą mnie spotkania z nim, jak zwykle są dowodem na niezmienność... O! o to my wczoraj wieczorem :)




Poza tym, uknułam spisek z pewnym znanym, lubianym i poważanym wokalistą. Wysłałam teksty do Pawła Lucewicza, niech czyni z nimi co trzeba. Ustaliłam spis utworów na płytę i zbieram sił oraz myśli. Zbieram się w sobie.


O, taki tekst, o "Wyspie" teksty są dwa, ten znacznie bardziej dobitny, ale taki dramatyczny silnie :))) boszzzz...


"WyspaII"

Na wyspie jest spokój

i pokój z widokiem

na wino

i ciepło jest zimą



na wyspie milczenie

nie mówi kto nie wie

co w trawie

wysoko na drzewie



sofa trzyma w ramionach

dym się kryje w zasłonach

od rozmów

ciężkich jak finał



drzwi otwarte z łoskotem

każdy wiedział co potem

będzie i było

rozpadła się miłość



i tym sympatycznym akcentem kończę, dobrej nocy życzę...


Może jeszcze utwór, który ostatnio bardzo mi się podoba... Sambor Dudziński "Chcę do Ciebie"





I może jeszcze napiszę, że cudownie mi się dziś spacerowało samotnie po lesie i kąpało w jeziorze... spokój odzyskałam...


Śnić idę...

Tereska, mocno kciuki trzymam!!! :*