08-07-20

sentymenciarsko do bólu

Chodziłam wczoraj po lesie. Szum drzew wprawił mnie w nastrój konteplacyjny. Szumiało mi w głowie to rześkie powietrze. Błądziła mi w głowie jedna piosenka. Nie mogę sobie przypomnieć jak nazywała się kobieta, która utwór ten wykonywała. Pamiętam sytuację, w której usłyszałam go pierwszy i chyba ostatni raz: sierpnioniowy poranek, duszny strych, nakrywamy do śniadania, eS pije tylko kawę. Nienawidzę jak mi rano coś gra, ale wówczas to było nawet miłe. Irracjonalna mnogość dźwięków. ... I tak przy okazji tego wspomnienia pomyślałam sobie o czymś z gruntu oczywistym: jak duży wpływ mają na nasze życie osoby, które poznajemy, a co ciekawsze, w chwili kiedy je poznajemy nie wiemy jaki będzie finał tej znajomości. Może się okazać, ze zostaniemy przyjaciółmi na długie lata, ze staniemy sie sobie jeszcze bliżsi, a może miesiąc po tym jak pierwszy raz podamy sobie dłonie na przywitanie przestaniemy sie spotykać.


Wczoraj spędziłam miły wieczór z Bogdanem Żyłkowskim i dwiema czarownicami: Sylwią i Małgosią. W błogostan wprowadziło mnie czerwone wino i śmiech jednej z dziewczynek oraz mądre oczy gospodarza no i słowa, słowa, słowa.... Jacy Oni wszyscy są oświeceni, namaszczeni i wolni od emocji... Prawdą jednak jest, że nawet po najbardziej relaksującym wieczorze miło jest po prostu wrócić do domu...

Zwykle o tej porze przypomina mi się lato na Wyspie. Wspominam zwłaszcza jedno popołudnie ( tak zupełnie a propos przyjaźni ). eS wróciła kiedyś wcześniej do domu. Źle się czuła. Położyła się na sofie i zasnęła. Podeszłam do Niej. Delikatnie, żeby Jej nie obudzić, nakryłam kocem. Uśmiechnęła się... I to był jeden z tych momentów, kiedy człowiek zdaje sobie sprawę z tego, że inna osoba jest mu bliska... czyli metafizyka... :)

Jeśli mnie to sentymenciarstwo nie minie to zamienię się w moją babcię. Będę zbierać kamienie, wzdychać na samą myśl o podróżach, które dawno minęły, o przyjaciółkach, które odeszły... i będę wszystkich prosić żeby życzyli mi szybkiej śmierci, tak robi moja babcia- sentymenciara!

Mijają miesiące, a ja wciąż wracam do wieczorów, które dawno już przebrzmiały.

Naleję sobie wina...