08-01-31

***

Tyle było dni do utraty sił,
Do utraty tchu tyle było chwil,
Gdy żałujesz tych, z których nie masz nic,
Jedno warto znać, jedno tylko wiedz:

Że, ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy,
Ważnych jest kilka tych chwil, tych, na które czekamy..

Pewien znany ktoś, kto miał dom i sad,
Zgubił nagle sens i w złe kręgi wpadł,
Choć majątek prysł, on nie stoczył się,
Wytłumaczyć umiał sobie wtedy właśnie, że:

Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy,
Ważnych jest kilka tych chwil, tych, na które czekamy..

Jak rozpoznać ludzi, których już nie znamy?
Jak pozbierać myśli z tych nie poskładanych?
Jak oddzielić nagle serce od rozumu?
Jak usłyszeć siebie pośród śpiewu tłumu?

Jak rozpoznać ludzi, których już nie znamy?
Jak pozbierać myśli z tych nie poskładanych?
Jak odnaleźć nagle radość i nadzieję?

Odpowiedzi szukaj, czasu jest tak wiele...

Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy,
Ważnych jest kilka tych chwil, tych, na które czekamy


08-01-28

ale mi sie nazbierało...

Cały dzień jem. Frytki, sałatki, czekoladki, znów sałatki, już mnie kuszą orzeszki... Wina chcę!!!!!

Jadąc samochodem myślałam o procesie starzenia się. Mentalnego starzenia się. Ciało rządzi się swoimi prawami, ale na psychikę jakiś wpływ chyba mamy? A może nie będę kontynuować tego tematu, bo mam gonitwę myśli w głowie, za dużo chciałabym napisać. Oj, zaczynam się znów czuć obco w swoim towarzystwie.

Czasem myślę tak: czas leci, więc po jakiego diabła ja się tak emocjonuję, przeżywam, miotam, prowadzę walkę z samą sobą żeby się nie poddać; dlaczego chcę mieć wszystko, nie chcę iść z życiem na kompromis, "jednocześnie święta i czereśnie"; dlaczego nie godzę się z tym, czego zmienić nie mogę (bo mogę?)... przecież cała ta moja walka któregoś dnia po prostu, zwyczajnie uleci w kosmos, cała energia, którą wkładam żeby wycisnąć z życia wszystkie soki kiedyś uleci, nawet nie mam pewności czy coś się z nią stanie - gdzieś Tam. Uspokaja mnie myśl, pewność faktu, że moje serce odpocznie, że moje pragnienia się skończą i na żadną wojnę się nie wybiorę. Za 100 lat nikt nie będzie pamiętał, że zima mnie przerosła. Z drugiej strony, myślę, że: skoro i tak umrę (pewnie za 90 lat) to dlaczego ja mam życiu odpuścić? Z jakiej okazji mam dać tym latom spokój, tym dniom i godzinom oddech? Dlaczego i w imię czego mam żyć wg przykazań? Zasady ustalam ja i osoby z którymi żyję najbliżej. Zakładając, że ten "dekalog" ustalony przez grupę osób dla ich własnych potrzeb, nie krzywdzi nikogo. Można tak żyć, prawda? Oj, chaos chyba zapanował w tym akapicie.

I jak to się ma do tego, że dziś 12 osób skazało brata mojej koleżanki Kasi, Jakuba, na dożywocie? Zmarnowali życie komuś na podstawie poszlak. Jak czuje się młody człowiek, któremu zamiast "wyciskania soków z życia" pozostała perspektywa oglądania horyzontów zza krat więziennej celi? Do końca życia?! Każdą sytuację, która dziś mnie przerosła powinnam zmierzyć z sytuacją w jakiej znalazł się Kuba i Jego rodzina. Jakie nieszczęścia ja przeżywam? Czy rzeczywiście jestem w sytuacji, z której wyjścia nie ma, dobrego wyjścia? Czy ja na pewno tracę kogoś lub coś? A może na chwil kilka znika mi to, co dla mnie ma znaczenie, z horyzontu (bez krat!), może po to właśnie żebym nabrała odpowiedniej perspektywy? Nie mam do czynienia z dożywociem!

************************************

Chyba rzucę się w objęcia Anais Nin.

Moje marzenie: w listopadzie uciec na pół roku do Toskanii! Namówię na to Radeczka, niech tam garnki lepi, zdjęcia robi... Będziemy popijać wino...cały dzień. Arek będzie obcował z laptopem, Mania z łąkami, ja z makaronami... Już tam jestem... Choć ogarnęła mnie melancholia... Bez muzyki nie przeżyję, więc na koncerty będę przylatywać. W końcu Krystyna Zachwatowicz też przylatywała co tydzień z Paryża, a nie były to czasy tanich linii lotniczych! Jeśli się tak uda (nie widzę innego wyjścia) to zapraszam serdecznie w odwiedziny!!!!!! Prowadzenie domu dla przyjaciół to moje największe marzenie! Mieć wszystkich blisko siebie. Siedzieć przy stole wieczorami i rozmawiać, rozmawiać... Gdzieś są jeszcze takie miejsca...


Tyle. Motyle.






na szybko, na walizkach..


Mam spuchniętą twarz. Kolejny dzień nakładam lód pod oczy, na policzki, na usta. Chyba nie pomaga. Patrzę potem na siebie, odbijającą się w np. witrynie sklepowej i widzę, że cały ten lód mogłam zalać ... nie wiem... whiskey.

Wygląda na to, że dotarłam do 13 piosenki. Ale to prawdziwy "sznur". Muszę się jeszcze zastanowić żeby sie potem nie okazało, że cały ten rok będę dochodzić do siebie, bo mi się zachciało zaśpiewać dramatyczne w treści utwory.

Wyjeżdżam. Tyle.

08-01-26

Grzegorz Leon Piotrowski- malarz.




Zadzwonił wczoraj mój telefon. Na ekranie wyświetliła się informacja: numer prywatny. Odebrałam. Męski głos przemówił.

Głos: Dzień dobry.
Ja: Dzień dobry.
Głos: Czy to pani Lena?
Ja: Tak.
G: Dzień dobry pani Leno.
J: Dzień dobry... nie wiem komu...
G: No, pani Leno, nie poznaje Pani?
J: ...
G: Oj, pani Leno, nie ładnie tak nie poznawać znajomych.
J: Piotrek?
G: Jaki Piotrek?!
J: no to się poddaję. Nie wiem z kim rozmawiam.
G: A pamięta pani jak spaliśmy w jednym łóżku i dzieliła nas DUBELTÓWKA?!
J: PIOTROWSKI!!!

Grzegorz Leon Piotrowski. Malarz. Autor powiedzonka: a w pizdirijj! Wielbiciel piosenki: Hotel California. Na plenerach rozkręcał radio na full, otwierał okno i krzyczał: Martyna! Słyszysz tę piosenkę? Martyna...ulubiona koleżanka Gregorego.

Grzegorz Leon Piotrowski. Przez parę lat malował książki, pamiętniki, madonny, portrety szaleńców, anioły, kobiety, mężczyzn ze skazą, domki z marzeń... Zachwycił wszystkich specyficzną kreską, grubą, jakby niepewną, trochę koślawą, sprawiającą wrażenie braku umiejętności i doświadczenia. Mylne to wrażenie.

Przez godzinę szukałam zdjęć z pleneru, na próżno. Zaginęły. Ale jeszcze poszperam i może później wstawię.

Dziś, o 18:00 Grzegorz będzie pokazywał swoje prace w Paśniku Kamy, na ul. Fredry. Dla mnie to bardziej spotkanie towarzyskie niż obcowanie ze sztuką. Przyjedzie Martyna, której nie widziałam prawie 4 lata. Tyle samo czasu nie widziałam Grzesia.

Jak bardzo zmieniło się nasze życie przez 4 lata? Dziś się dowiem.

A tak już...w ramach klamry... zapomniałam już prawie o nocy spędzonej ze strzelbą i Grzegorzem L. Piotrowskim, którego znałam wówczas od kilku dni. On się mnie bał i do łóżka zabrał dubeltówkę. Wspominał coś o strzelaniu do łani :-))))))))) Łanią to ja wówczas nie byłam na pewno. Ale miałam 19 lat. To taka młoda sarenka... I żeby było jasne: DO NICZEGO NIE DOSZŁO! Ale zawsze fajnie jest powiedzieć: pamiętasz jak ze sobą spaliśmy...i z dubeltówką...

****
Dostałam wczoraj Lekcję tanga od Zbyszka Łowżyła. Ładna kompozycja. Miło się tego słucha. Porywa.

Spędziłam piątek przy stoliku, do którego dosiadały się znajome mi osoby. Np. Wawrzek, którego nie widziałam od wielu lat. (taki czas spotkań po latach..). Motylek, Kama, Agieszka, no i na końcu Łowżył. Godziny mi uciekały, a chciałam poczytać, posłuchać muzyki, popijając kawę... To wszystko jeszcze mogę zrobić. Czy jest coś ważniejszego niż spotkanie z człowiekiem? Odpowiem sobie sama: nie ma!

Areczek zaprosił mnie na obiad. Miło.


Wczoraj obejrzałam film "Lato miłości". Rozczarowałam się bardzo. Właściwie, to finał historii mnie zawiódł. A może ja za stara jestem na takie naiwne miłostki?

Za to reszta wieczoru mnie w pełni usatysfakcjonowała. Wczytywanie się w słowa napisane przez Anais Nin, opowieści pełne prawdy o doświadczaniu miłości...
W końcu, już po północy, uśpiły mnie namiętne wyznania autorki i nie wiem czy sprawiła to późna pora czy też wygoda fotela... doprawdy nie mam pojęcia kiedy książka wypadła mi z rąk i oddałam się w ramiona Morfeusza...

***

Biegnę do wanny. Lód na twarz położę, przeprasuję zmarszczki. Namaszczę sie olejami...



Udało mi się znaleźć fotki! Griegorij, ach, Griegorij...



08-01-24

odpowiadam na pytanie: dlaczego?



Wczoraj mój przyjaciel powiedział: nie wiem dlaczego ludzie mają potrzebę uzewnętrzniania się poprzez pisanie np. bloga. Cóż... dla mnie jest to forma kontaktu ze światem, ale też forma kontaktu i wglądu w samą siebie.

Zabawne jest to, że wiele osób chce czytać między wierszami. Jeśli jutro napiszę, że czuję się doskonale to i tak zadzwoni do mnie przynajmniej 5 z Was z pytaniem czy na pewno wszystko idzie jak trzeba, czy nie gubią sie moje myśli, czy serce bije miarowo, czy dziecko zdrowe... I chwała Im za to i cześć! Ale, Kochani, proszę zaufać słowom, które czytacie...

No i taka refleksja mnie naszła, że otaczam się wieloma dobrymi ludźmi. To duże szczęście. Wiem, że nie zawsze to doceniam. Wiem, że czasem zapominam o tym, że nic nie jest na zawsze... Myślę, że przede mną pracowity rok. Nie tylko w kwestiach muzycznych, ale też w obrębie moich relacji z ludźmi. Muszę odrobić wiele zadań domowych. Odrobić swoją lekcję z wieloma osobami. To uświadomiła mi Marta, Joanna i Grażyna. I za to im dziękuję. A to, że nie łatwo "odrobić lekcję" doświadczam każdego dnia. Uczę się cierpliwości.

Natalia napisała mi dzisiaj, że czyta to, co piszę, ale jest jej głupio, bo to takie osobiste. Co jest osobiste? Przecież granic intymności nie przekraczam. Niczyjej intymności. (Nati, wywołałam Cię do tablicy jako przykład, wybacz:). Wielu z Was, kochani Przyjaciele, nie wie że spotkałam się dzisiaj z cudownym człowiekiem, Krzysztofem Samelą. Kontrabasistą. Nie dowiedzielibyście się tego gdybym nie postanowiła prowadzić... nazwijmy to...pamiętnika... Może jednak warto. Nie mam czasu zadzwonić do każdej osoby i opowiedzieć o wszystkim co mnie spotyka, nie chce mi się często z takim samym zaangażowaniem zwierzać się i odpowiadać na pytania o siebie i moje życie, wiec... wszystko jasne. Ale proszę, dzwońcie do mnie! Nie zaniedbujmy kontaktów telefoiniczno- "tete-a-tete' owych". :-)
A wracając do tematu: muzycy, z którymi obcuję mają tyle pokory, że obdarowaliby pół świata. To niesamowite. O Sameli napiszę później, bo za chwilę zamierzam opaść na fotel z Dziennikami Anais Nin w dłoni.

18 lutego zaśpiewam recital, na który składa się 13 bardzo smutnych piosenek. Ktoś ostatnio powiedział, że nie wierzy, że mogę zaśpiewać coś bardziej "smutnego" niż mój autorski recital. Chętnie sie założę. :-).

A propos... wcale nie łatwo znaleźć 13 bardzo smutnych piosenek. Mam 12. Jeśli macie pomysł na 13 to proszę... napiszcie do mnie...

Bisu nie będzie.

A skład muzyków, którzy wystapią 18 lutego tworzy (jak to cudownie zauważyła Agnieszka Ł.) piękną wyliczankę: Piękniewska, Kopala, Samela, Dys, na kogo przypadnie, na tego bęc.

Oddalam się z uśmiechem na ustach (sic!) i książką na kolanach, która już mnie parzy...

Matuś, zadzwonię do Ciebie :-). Przepraszam, że zapomniałam.

Aha... i jeszcze jakaś fotka by się przydała... hmm...chwileczkę, chwileczkę....
Oto zdjęcie obrączki Grzesia Kopali, który odwiedził mnie niedawno z Juleńką i naładowali cały dom energią... I niech mi ktoś wytłumaczy dlaczego ta fotka wkleiła sie na górze... wrrrrr....

dobranoc Kochani. Dziękuję Wam.

O Maniuli ~*;*~

















"Mamusiu, jak Ty pięknie śpiewasz, wiesz"?

Maniulka, kochana, wspaniała... moja córeczka. Dwa lata temu oczekiwałam Jej narodzin. Wsłuchiwałam się w swój brzuch. Niepokój gonił niepokój. Czasem, jak jest mi smutno to przypominam sobie godziny kiedy próbowałam urodzić Manię. Chwilę po chwili. Wspominam ból. Szczęście, że niebawem Ją zobaczę i pewność, że ból minie. A potem Ją zobaczyłam, pocałowałam Jej czoło. Było słone i przypruszone meszkiem. To był najprawdziwszy cud. Ona. Taka maleńka.

Czasem patrząc na Maniulkę nie wierzę, że jest częścią mnie samej. Że jest ze mną na zawsze, a ja z Nią. Cokolwiek się stanie.

Patrzę codziennie w Jej oczy. I widzę w nich tyle szczęścia, tyle bezwarunkowej miłości. Chciałabym żeby zawsze na mnie tak patrzyła. Będę się starać żeby nie miała powodów do tego aby przestać we mnie wierzyć. Wiem, że na miłość dziecka trzeba sobie zasłużyć, że trzeba dbać o nią i pielęgnować ją jak każdą inną miłość, może nawet bardziej, bo jest wyjątkowa...

Czasem chciałabym się schować przed moją córeczką, bo wiem, że ona zobaczy w moich oczach smutek albo nieszczerość. Przecież znamy się tak, jak nikt nas nie zna. Wiemy o sobie więcej niż ktokolwiek. Nas łączy cały wszechświat i nic nie dzieli.

Miłość do dziecka wymaga odrobiny miłości do siebie.

Mario Greto! Kocham Cię. Uwielbiam jak śpiewasz "Zielono mi"...






08-01-23

wieczorową porą.. boska Audrey..




Rafalala wkleja podrywy z Tesco, ja poczęstuję Was piękną muzyką... uwielbiam ten film...

Dobrej nocy.. *

Radeczek poleciał do Nepalu...


Radziu poleciał dziś do Nepalu. A ja znalazłam takie zdjęcie. Dysponuję jedynie fotkami, które znajdują się w mailach ponieważ cała reszta została w w tym wielkim klocku.

Fotka została zrobiona 3lata temu! Miłość do Radzia nie wygasła ani na chwilę, no może miała swoje gorsze dni, ale... trwa.

W niedzielę Radeczek stawił się na obiedzie. Nagotowałam się jak nigdy. Zupa czosnkowa, tarta z warzywami i DESER! Tiramisu! Zapaliłam kadzidła, posadziłam wszystkich przy stole ("wszyscy" to: Arek, Maniulka i Radek), odetchnęłam głęboko i poczułam spokój, stabilność wynikającą z faktu, że jakaś trwałość pozostaje niezmieniona.

Wiem, uczepiłam się tej "trwałości".

A teraz muzycznie będzie.

Czy ja mogę wrzucać tutaj fragmentu utworów? Muszę zapytać Arka. Przecież on sie zna!

Ścieżka dźwiękowa filmu "Karmel". Film obowiązkowo obejrzeć trzeba. Ja poszłam sama. Samotność dobrze mi robi. Wycisza. Muzyka z Karmelu to coś więcej niż wzruszenie. ... Wklejam link: http://www.nadinelabaki.com/caramel.php
Chciałabym kiedyś zaśpiewać taką kompozycję. Albo inaczej, chciałabym po prostu kiedyś zaśpiewać. Bo mam wrażenie, że jak śpiewam Ja to przewija się obraz, a jak ta kobieta śpiewa to w mojej głowie jest tylko dźwięk. Może wynika to ze spokoju, ze spoglądania wewnątrz siebie. Ja czuję, że we mnie jest chaos, który przekłada się na wykonanie utworu.

Nie mogę się doczekać prób do "Projektu Marysia".

Ale...miało być o Radeczku...

Radeczek poleciał z Joanną Nieciecką i fundacją no właśnie...jaką fundacją? Istotne, ale zapomniałam... Radziu będzie robił zdjęcia do kalendarza, ale przede wszystkim będzie opiekował się dziećmi w sierocińcu. Matyldo! Myślę, że spełniło się Radka marzenie.

Mnie też spełniają się marzenia. Wszystkie. Realizują się też moje lęki i obawy. To jest ta harmonia w naturze i sprawdza sie powiedzenie: nic w przyrodzie nie ginie.

I to chyba tyle.

08-01-22

jak ten śnieg pada...


Justyna zaśpiewała, a ja nie wiem co o tym myśleć. Albo inaczej, wiem co myślę, ale obawiam sie, że jest to mocno przefiltrowane przez stosunek towarzysko emocjonalny zatem zupełnie bez znaczenia. Jedna refleksja, która mnie nie opuszcza, odnośnie koncertu Justyny, to ta, że następnym razem Justylka powinna wykonać Tomaszów z Sinfonią Varsovią. Ale...nic już nie piszę, bo umówiłam się z Nią na obiad..

Poza tym... im jestem starsza, tym gorzej znoszę tę zgniliznę za oknem, rozstania, nieporozumienia. Z każdą kolejną zimą ubywa mi rozumu w głowie. A może staję się bardziej świadoma samej siebie?

Im jestem starsza, tym bardziej uzależniam się od ludzi, tym mocniej moje myśli zakorzeniają się w konkretnych miejscach. Każde zniknięcie sprawia, że świat, który do tej pory miał jasny, wyraźny obraz zamazuje się.

Wyszło słońce lecz na niebie jest tak przerażająco ciemna chmura, że (wiem to na pewno!) zaraz znów lunie deszcz albo śnieg albo inne cholerstwo.

Bogini! Uwielbiam tę kamerkę!

Tyle...

Aha, dodam, że bawiłam się uroczo w towarzystwie: Aneta G. i jej siostra Agnieszka, Darek S., Gwiazda Justyna Sz., Szymon M.... Merci! Na koniec, już leżąc w łóżku odbyłam rozmowę na skypie, pełną śmiechu z Michałem R. (piękna ta rama Michale:)



08-01-20

****



Jakie znaczenie ma "pierwszy"post?
nie ma znaczenia nic co jest pierwsze, bo i tak w naszej pamięci zostaje to, co ostatnie.

Ponieważ zostałam posiadaczką MacBooka z kamerką wszyscy, którzy narzekają na to, że mnie nie widują będą mogli teraz częściej śledzić zmiany na mojej twarzy. Choć nie zawsze prawdę na niej widać.

Dziś będę miała miły wieczór. W towarzystwie Gwiazdy prawdziwej.
O 20:00 w klubie Pod Pretekstem zaśpiewa cudownie jak zwykle Justyna Szafran, którą uwielbiam od 11 lat! 11 lat... a może nawet 12...

To chyba dobry wstęp.

Koncert Justyny. O!


Dodam jeszcze, że po koncercie umówiłyśmy się na wino!