Radek wrócił z Tybetańskich szlaków. (Tybet jest czy go nie ma?... trudno teraz powiedzieć). Pojechał do Dolanji jako fotograf Fundacji Nyatri (http://nyatri.org/). Zarósł rudą brodą, skóra jego twarzy nabrała piaskowego koloru. On sam, gdy tylko przestąpił próg lotniska w Poznaniu ... rozchorował się na angine. Niemniej wyglądał jakby powrócił z wakacji, czego nie można powiedzieć o Joannie, która dla Fundacji Nyatri pracuje. Joanna wyglądała jakby spędziła trzy tygodnie na froncie.
Podziwiam ich. Podziwiam wszystkich, którzy zadają sobie trud i próbują uczynić świat lepszym. Podziwiam ludzi, którzy rezygnują z wygód i luksusów, przemierzają tysiące kilometrów aby wesprzeć tych, którzy wsparcia potrzebują. Podziwiam ich, bo nie oczekują poklasku ani orderów... ot tak...
Historie o Tybecie, które snują się w domu Joanny, Grażyny, Marty i Radka wzruszyłyby każdego. Opowieści o dzieciach, które zostają zupełnie same, błąkają się po ulicach, w końcu trafiają do sierocińca. Czasem znajdują ludzi z Europy, którzy, na odległość postanawiają się nimi zająć. Bywa, że "sponsorzy" dziecko odwiedzają, bywa, że prowadzą z dzieckiem korespondencję. Bywa, że rezygnują. Zapominają o dziecku, które wyczekuje znaku, dowodu na zainteresowanie ze strony "rodziców adopcyjnych".
Moje serce rozsypałoby się w pył na widok rozczarowanych, zawiedzionych oczu dziecka, które nie ma nikogo na świecie, a wciąż chce wierzyć... Pozostaje mi podróżować po krajach Europy Zachodniej i Ameryki Północnej. Cóż...
Ale żeby trochę "spuścić z tonu"...wkleję zdjęcie Radeczka z gazety! Tak, tak... Radziu został Jaśnieświecącą Gwiazdą Na Himalajskim Niebie! A może artykuł jest o terrorystach... eh, Radeczku...kto to wie... Spokojnej nocy...
Wszystkie wykorzystane zdjęcia są autorstwa Radka Berenta.
Drodzy Państwo! Ogłaszam! Biorę się ostro do pracy! Mnogość projektów muzycznych i planów koncertowych powoli zaczyna mnie (ku mej radości) oszałamiać, więc ... już czas...
W styczniu sie ...można powiedzieć...relaksowałam, w lutym myślałam o smutnych piosenkach, a od marca zaczyna się prawdziwe życie czyli koncert za koncertem, przepakowywanie walizek. Próba na próbie... Eh... będzie cudownie...
W kwietniu PPA. Piosenki dwie wybrałam, z trzecią mam kłopot. Jak już będę pewna swoich wyborów to napiszę coś więcej. Na pewno chciałabym zaśpiewać utwory z "Projektu Marysia", wiąże się to z zagraniem w dużym składzie. Ale warto. Naprawdę warto.
W maju dwa koncerty Stacey Kent, przed którą gramy support. To wielkie szczęście, zaszczyt i ogromne wyzwanie. O tym później. Oh,...cudownie się tego słucha...
Nie zdążę wypowiedzieć słowa, a okaże się, że jest czerwiec. Więc prawie lato. tęsknię za japonkami benettonkami, które latem przyrastają mi do stóp.
Jutro urodziny wielu znanych mi osób. Mojego taty :) Tomka, mojego syna chrzestnego Agnieszki Ł. mojej zacnej przyjaciółki Marianny córeczki naszych znajomych Karoliny i Kasi, których nie widziałam wieki całe
Coż... szczęścia Wam życzę... :)
A parę dni temu na świat przyszedł Staś, zwany PoDarkiem. Kiedyś zaśpiewam mu do uszka "Królu Mój"...
O! A dziś 3miesiąc życia kończy Franek, synek Kasi i Michała. Franiu jest grubaśny i piękny, i baardzo grzeczny. No i ma wspaniałą Mamę.
A 19 lutego Helenka skończyła 3 miesiące... jeny... ile dzieci.... ile dat... :))))
I na koniec napiszę, że miło jest spędzić czas z kimś za kim się bardzo tęskniło, a kto wrócił, jakby z podróży... jakby... ciastko było bardzo słodkie, a kawa bardzo mocna... :)
I jeszcze coś... miło jest posiedzieć wieczorem przy winie z mężczyzną, który jest najlepszym z ludzi... czyli z moim mężem... :*
Tydzień minął od mojego ostatniego wpisu. Przez tydzień zdarzyło się tyle, że teraz musiałabym kolejne 7 dni pisać, pisać, pisać... Wypunktuje co ważne (albo co nikogo nie urazi:/):
° skład muzyków, którzy mieli zagrać ze mną 18 lutego zmieniał się 3 razy. Najpierw graliśmy w 4, potem w 6, a w poniedziałek wystąpiliśmy w 3.
° jestem w "ciągu" żywieniowym. Od wczoraj zjadłam 3czkolady! knoppersa, pizze, ciasto czekoladowe, tiramisu, sernik... a dzisiaj kupię sobie żelki!!! O!
° to powinna być najważniejsza informacja: RADECZEK WRÓCIŁ z Tybetu (poświęcę na ten temat osobny wpis jak tylko Radziu prześle mi skany!!!!). Obdarował mnie wieloma prezentami, które mają znaczenie symboliczne, pobłogosławione zostały przez Hisholinesa (Ki uważa, że Hisholines znaczy "Jego Świętobliwość"- wierze jej..., ale jednocześnie nie wiem jak ten "papież" buddystów się nazywa:/). ... Zapale kadzidło...
° dziś zamierzam kupić kwiaty.
° wczoraj byłam u sióstr N. (bardzo lubię ich dom). Rozmawiałyśmy o złych wróżbach. Każdy zrobił iChing. Wszyscy mieli bardzo pomyślne wróżby. Nawet Radeczek.
Przekleję mój iChing, bo piękny!:)
"Jest powrót", czyli jeżeli pójdziesz naprzód, zawsze będziesz mógł wrócić, a więc pewne posunięcia możesz wykonywać tylko na próbę. Masz też przed sobą wolną przestrzeń - jesteś więc wolny i możesz działać zgodnie ze swoją wolą. Księga radzi zastąpić drogie ofiary, które składano z użyciem dwóch waz, prostszymi a tak samo miłymi bogom ofiarami z kadzidła - co w dzisiejszych czasach oznacza, że swoje cele możesz osiągnąć prostszymi środkami, niż ci się wydaje.
No i pięknie.
° wracając do rzeczywistości: T. Janasowi (GW) dziękuję za ładną recenzję mojego poniedziałkowego koncertu! Miło się czyta takie prawdy o sobie.
° to może kilka słów o "13 bardzo smutnych piosenkach". Dużo mnie emocjonalnie kosztował ten koncert. Chyba dałam z siebie wszystko. Chyba otworzyła się jakaś przestrzeń we mnie, która do tej pory była milcząca, schowana. Może dlatego, że strach, który przeżyłam zanim weszłam na scenę odarł mnie ze mnie samej i pokazał mi siebie jako inną, silniejszą, a jednocześnie bezradną wobec emocji osobę. Wiele osób mówiło mi, że inaczej zaśpiewałam niż zawsze, inaczej znaczy lepiej, dynamiczniej. Wniosek: zapamiętać tę lekcję!
Dziękuję Wszystkim, którzy przyszli, a Ci którzy przyjść chcieli, a z przyczyn ważnych nie mogli, niech się nie martwią: następne "smutasy "w kwietniu.
z okazji dziwnego swieta: 1. Cudowna Ella Fitzgerald
2. najpiękniejsza scena miłosna w historii kina
3. zdjęcie z próby, którą dzisiaj odbyłam z fantastycznymi muzykami! na fotce: Krzysztof Samela Krzysztof Dys Grzegorz Kopala Poza tym... w poniedziałek zagramy piękny koncert! O!
A tzw. "Walentynki" może i są komercyjnym świętem (osobiście nie obchodzę), ale... w mieście milej...
Dziś doszłam do wniosku, że kładzenie się do łóżka na nocny sen mija się z celem. Tracę czas. Mogłabym podczas tych bezsennych godzin zrobić wiele ciekawych rzeczy. Ilu pioseek mogłabym posłuchać. W spokoju. W ciszy.
Kładę się do łóżka ok. 23:00. Zasypiam ok. 01:00. o 01:17 przykrywam Manie. O 02:20 znów przykrywam Manie. O 03:00 przykrywam Manie. O 03:30 to samo. 04:17... wiadomo. W okolicach 5:30 budzi mnie ból całego ciała. Zasypiam spokojnie o 08:00. Nie na długo.
3 lata temu poznałam dwie bardzo bliskie mi osoby. Pamiętam tamten wieczór dokładnie, bo spóźniły się godzinę na spotkanie, a jedna z tych osób pachniała perfumami, które uwielbiam. Pamiętam też, że był to 12 luty, ponieważ tego dnia miało mnie nie być w Poznaniu, planowaliśmy z Arkiem spotkanie w Warszawie.... Tak miało być. .. Dlatego wklejam U2. I kończę, bo mi łza zaleje klawiaturę.
Powściągliwa się zrobiłam. Albo milcząca. A może, po prostu, skoncentrowana. Na seansie reiki dowiedziałam się, że jestem z kosmosu. Niektórzy są ludźmi, a niektórzy kosmitami. Ciekawe z jakiej planety spadłam. I czy to znaczy, że ja tam kiedyś wrócę?
Miałam ciężki poranek. Coś mnie boli natrętnie. Brzuch albo nerki. Diabeł wie. Martwi mnie to trochę, bo rano wstać nie mogę. A tyle trzeba zrobić. I jeszcze mnie ósemka boli! Organizm się broni...
Kilka osób ujęło mnie dziś ... sobą. O-S-A - troską. An. uwodzicielską nutą. M. zaangażowaniem. J. zapłatą za zakalec. A. Ł. zabijaniem mnie śmiechem i bagatelizowaniem moich rozterek. O. tym, że jest miła. A. tym, że znosi dzielnie wszystko. S. .. ciepłem w głosie .
Byłam u Marty na przymiarce sukienki, a właściwie na wymyślaniu sukienki. Powinna być: piękna, ale nie za bardzo poważna, grzeczna, ale z "kurewską" nutą. Najlepiej na granicy przyzwoitości, ale jednocześnie w klimacie pensjonarki. Babcia Agnieszki Łomnickiej mówiła: zostawiam was z ciekawym tematem i sobie idę. Marta została z zadaniem: uszyć na jutro sukienkę, która będzie spełnieniem moich marzeń. Na pewno jej się uda, bo jest bardzo zdolna.
Plakat do recitalu, który Areczek zaprojektował, jest... za ciemny i w dodatku wydrukowali go na ofsecie, a nie na kredzie. Jak Radek wróci to się załamie. Cała akcja pt. '"sesja u Sadowskich" wzięła w łeb. Sławka zrobiła śniadanie, wyjęła kosmetyki, wymalowała mnie, Łukasz ułożył mi włosy, Radeczek w szale przepędził mnie przez pole robiąc zdjęcia. eh... tak mi się przypomniało, że: w dzień sesji, rano, umówiłam się z chłopakami, Radkiem i Łukaszem przed studiem Rarapi. Zapakowaliśmy lampy, aparaty, suszarki, do bagażników i ruszyliśmy w drogę do Sadowskich. Jechałam za nimi, czyli za Radkiem i Łukaszem zapakowanymi do niebieskiej Hondy Civic. Wyglądali jakby jechali na budowę. Mieli czapki z daszkiem na głowach, ubrani byli dziwnie, skórzane kurtki... Na każdych światłach do mnie machali. Dawali jakieś dziwne sygnały świetlne, zmieniali kierunkowskazy. A na końcu okazało się, że przed domem Sławki jest lodowisko i tańczyliśmy niczym (jak ona się nazywała..moja ulubiona łyżwiarka... taka Niemka...o śmierci godzino... wiem!) niczym Katarina Witt! To był miły i bardzo spokojny dzień.
Muszę odebrać dowód! Stary zielony fruwa mi w torbie. Ciągle szukam jakiejś jego części. Ja się z tą książeczką w ogóle nie utożsamiam. Ten nowy zgubie chyba natychmiast jak go dostanę. W czym ja mam go nosić? Nie mam portfela, tylko portmonetkę z Zary, z działu dziecięcego, taką z kotkiem, błękitną. Lubię ją. Innej nie chcę. I wizyta w urzędzie. I to stanie z papierami. Pewnie czegoś nie będę miała, bo dawno już to zgubiłam, odsyłanie do domu, łzy w moich oczach i irracjonalne zarzuty wobec pani w okienku wypowiadane z bezradnością, czyli Teatrzyk Zielona Gęś przedstawia etiudę pt. "Obywatelka Lena P.". ... Nie pójdę tam jutro.
Za tydzień o tej porze wyjdę na scenę. Chciałabym popatrzeć na tych wszystkich ludzi, którzy przyszli, którzy chcą posłuchać, przeżyć, pobyć z nami. Po koncercie chciałabym żeby wszyscy zostali, usiedli przy jednym stole i byli ze sobą. Chciałabym żeby myśleli o sobie dobrze. Będę patrzeć w twarze osób, które dobrze znam. Będę patrzeć na te twarze z radością. Będę patrzeć w oczy tym, których nie poznałam i będę mieć nadzieję, że kiedyś się spotkamy.
Michał napisał mi dzisiaj, że melancholia już się w mieście unosi. A ja wcale melancholijnie śpiewać nie chcę. O!
Chciałabym mieć 25 lat. Chciałabym żeby rok 2005 trwał zawsze, przez całe moje życie.
Poza tym, jutro czeka mnie zabiegany dzień. I już wiem, że nie będzie w nim miejsca na herbatę, na świętym Wojciu. Może w środę, a może w piątek. Kiedyś ten czas się znajdzie. I do tej herbaty (na pewno zielonej) kupię ciastka u Araba, z pistacjami.
Ze statystyk wnika, że tego bloga odwiedza dziennie ponad 120 osób. To się nazywa milcząca obecność! Tyle.
Jeszcze coś... wczoraj usłyszałam co Zbigniew Herbert powiedział przed śmiercią: "narozrabiałem, zgasiłem światło, wyszedłem z knajpy i teraz niech się leją po mordach". Pokłony Mistrzu! Bezkompromisowość podziwiam, ale tylko u Artystów.
Dołączam efekty pracy Radeczka ze mną, żeby jakiś ślad pozostał. Moje wielkie marzenie: tandetna sesja z papierosem:) - spełnione.
Wymieniam w kolejności piosenki, którymi "zamęcza" mnie moja córka:
1. Żegnaj kotku - Hanna Banaszak 2. W wielkim mieście - 123 3. Jesteśmy na wczasach - Wojciech Młynarski 4. Zielono mi - Andrzej Dąbrowski 5. Jestem kamieniem - Kayah 6. Orkiestra - Pogodno 7. Łagodna - Justyna Szafran
W moim wykonaniu akceptuje wszystkie powyższe utwory i piosenkę z bajki "Małe zoo", pod tym samym tytułem.
Wygląda na to, że uda się ruszyć na dobre "Projekt Marysia".
"Projekt Marysia" to robocza nazwa idei muzyczno-słownej. Było tak: pani Maria Kocińska, ciocia Macieja "Kocina" Kocińskiego, jako młoda dziewczyna została wywieziona do Kazachstanu. Tam pisała wiersze, modlitwy, kolędy, elegie, poematy... Po latach przekazała owo "pisanie", wspomnienia, Maciejowi. Maciej napisał muzykę. Zachwycił kogo trzeba. ... Soundcheck zagra, ja zaśpiewam. I niech mnie w tym wspomogą wszelkie moce tajemne i boskie żebym znalazła w sobie siły aby udźwignąć tę tęsknotę młodej kobiety za ukochanym, który zginął w Katyniu, za krajem, do którego myśl każda ucieka. Żebym znalazła w sobie pokorę i wiarę.
Może z taką myślą powinnam dziś zasnąć: znaleźć w sobie wiarę i pokorę.
Ale...póki co popijam Lingshi Litchi. Słodkie, różowe wino, z piżmem i litchi, które smakuje jak woda z wazonu. Chyba zakończę tę egzotyczną podróż na jednym kieliszku.
Idę śnić. Spokojnie. A jutro, ... a jutro czeka mnie ważny dzień, dobry dzień. Dobry, bo spędzę go z bliskimi mi osobami i nic złego stać się nie może...
Zaparzyłam zieloną herbatę. Przyłożyłam do oczu lód (wciąż bolą). Odkryłam ostatnio, to, co wszyscy już wiedzą, że na youtube'ie można znaleźć wszystko. To prawda. Wyszukałam piosenkę jednej z moich ulubionych pieśniarek francuskich- Barbary. Utworów jest kilka. Gottingen kiedyś śpiewałam, to taka piosenka-zabawka, o Gotyndze o ludziach, którzy są sobie bliscy, ale podzieleni wojną, a przecież niebo tak samo błękitne jak nad Paryżem i dzieci śmieją się tak samo głośno. Na koniec wyznanie miłości i troski o tych, którzy są daleko.
(...) O faites que jamais ne revienne Le temps du sang et de la haine Car il y a des gens que j'aime, A Göttingen, à Göttingen.
Et lorsque sonnerait l'alarme, S'il fallait reprendre les armes, Mon cœur verserait une larme Pour Göttingen, pour Göttingen. (...)
Pomyślałam o Radeczku, od którego rano dostałam wiadomość. Napisał, że w Nepalu zimno, że pięknie. Zapytał, czy u nas wszystko dobrze. I na koniec dodał: tęsknię za wami. ..
Wśród "wrzuconych" na youtube'a utworów Barbary jest piosenka, która mnie zawsze bardzo wzruszała: "Ma plus belle histoire d'amour c'est Vous". Barbara wspomina miłość, która stanęła na jej drodze gdy miała 15 lat. Lata mijały, a uczucie trwało. I gdy śpiewa: moją najpiękniejszą historią miłosną jest pan, w jej oczach szkli się łza.
I jeszcze piosenka "Pierre" o tym jak deszcz pada, jak kochankowie śpią, jak serca krzyczą, a wokół cisza...
I te piosenki są tak strasznie smutne.. i tak piękne.. Barbara, kiedy śpiewa, wydaje się być nieobecna, co jakiś czas tylko spogląda w oko kamery, jak by chciała, na moment zwrócić się do kogoś konkretnego, uchwycić, zatrzymać spojrzenie, kontakt.
Kiedyś przywiozłam z Francji biografię Barbary, po francusku. Musiałam się zapożyczyć na straszną kwotę pieniężną aby tę książkę kupić. Przeczytałam ją jednym tchem. Napłakałam się przy niej strasznie.
************
Seans reiki, na który zostałam zaproszona przeciągnął się do godziny trzeciej nad ranem. Dowiedziałam się, że jestem "potrójnie biała" i mam białego przewodnika, krótko mówiąc: przechlapane. Emocje mnie zabiją. Wg. majów nie mam żadnego powiązania z ziemią. Właściwie, nie musiałam tyle czasu tam siedzieć żeby się dowiedzieć, że daleko mi do racjonalnego oglądu świata. Arek, mój mąż, mój najlepszy przyjaciel, kochany, dobry człowiek, przeszedł długą drogę zanim, z miłości, zaczął się uczyć akceptować i rozumieć moje widzenie świata. Widzenie, które opiera się głównie na przeżywaniu każdej chwili. On mi owo przeżywanie ułatwia. On uczy mnie spokoju. ... Ale Agnieszce G. dziękuję za sposobność mile spędzonego czasu.
************
I ja tak sobie siedzę, piszę, popijam zieloną herbatę, dziecko śpi, muzyki brak, cisza mnie otacza... może ja pisarką zostanę? Wtedy kupiłabym sobie chatę w górach albo domek nad morzem, gdzieś daleko od ludzi, ale na tyle blisko żeby mogli wpadać na herbatę i wino. Gdybym nie była uczulona na sierść to na kolanach chciałabym kłaść kota, głaskać go między jednym rozdziałem, a kolejnym. Może wówczas popijałabym likier liczi, z lodem? Mania byłaby już duża i chodziłaby do szkoły, a ja bym po nią wychodziła, np. koło przydrożnej kapliczki z Matką Boską. Tylko o czym bym pisała?
************
Dziś, jadąc samochodem, zapragnęłam udać się w samotną podróż. Mogłabym jechać do Angeli, do Ustrzyków Dolnych. Podróżowałabym głównie nocą. Piłabym kawę na stacjach benzynowych, nigdzie bym się nie spieszyła. Z nikim bym nie rozmawiała. Może pojechałabym gdzieś dalej. Do Rumunii, Bułgarii... cholera wie. Jak stasiukowi bohaterowie, z wódką i słoniną. Wódki nie piję. Słoniny nie jadam. Zostanę przy kawie i może czekoladzie, winie od czasu do czasu..
************
takie gwiazdki * czasem wiele mówią
************
Ugotuję warzywa.
Popatrzę na Barbarę, może czegoś się od niej nauczę.
W ramach obiadu zjadłam milion żelków. Teraz zrobiłam sobie kawę i wciąż je podjadam. Wiem jak to się skończy... Ciężko się od nich uwolnić.
Za godzinę przyjedzie Agnieszka Ł. i powie, że nic jej nie zostawiłam, więc chyba powinnam ćwiczyć cierpliwość i silną wolę. Choćby na żelkach. Uwieczniłam je na fotografii i odtąd będę się w nie wpatrywać z tęsknotą w oku.
Kupiłam na allegro książkę, którą bardzo lubię, a którą zgubiłam dawno temu. Nazywa się "Zabiłam ptaka w locie". Jest tam taki fragment, który szczególnie mnie wzrusza:
"Nie daj mi, Boże zapomnieć tego bicia. Nie daj zapomnieć smaku strachu, który zwiastuje nadejście sprawiedliwości twojej, nie daj mi zapomnieć owych wielkich oczu, owego dudniącego serca, owego bólu przejmującego w plecach i tego drżenia w plecach i tego drżenia w palcach, po którym nie wiem, że jeszcze żyję; nie przerywaj, Panie, szmerów i jęków w piersi mojej, nie zapominaj malować cienia w oczach moich i nie pozwól, aby trwoga moja ustała, aby duma moja uklękła, aby hałas w skroni mojej zamilkł - Amen.
Nie daj moim oczom widzieć zwierząt ani kwiatów, które nie są po to, aby je oglądano, nie daj dotykać rzeczy, które nie są po to, aby je dotykać, nie daj mi płynąć po takiej wodzie, która nie zna pieszczoty wioseł, ani ciężaru łodzi, ani niczego prócz dotyku słońca i księżyca - Amen.
Nie daj mi, Boże, podróżować tam, dokąd nie powinniśmy podróżować. Uchroń mnie przed wędrówką w czasie, pozwól mi zostać tam, gdzie jest miejsce moje. Pozwól mi mieszkać między przyszłością a przeszłością, między jutrem a wczoraj. Niech się nic, co się stało, nie odstaje, i niech się nie staje nic, co jeszcze nie dojrzało, aby stać się. Niech się dzieje normalność, choćby była najokrutniejsza, i niech się nie cofa ani niech się nie spieszy zegar czasu mojego, niech nie wracają cienie świętości ani marności mojej. Amen".
Autorką książki jest moja ukochana pisarko-poetko-tekściarka Agnieszka Osiecka.
Za dwa tygodnie śpiewam "13 bardzo smutnych piosenek". Bardzo smutno nie będzie, bo nie mam zamiaru przybijać się do krzyża. Chciałabym bezradność z jaką do tej pory, piosenki te, były wykonywane zamienić na nadzieję. Myślę, że niełatwe zadanie przed sobą postawiłam. Nie chcę być ani bezczelna ani wszechwiedząca, może się okazać, że smutek "Pocałunków" jest jedyną formą wyartykułowania tęsknoty i braku zrozumienia i moja chęć wykrzyczenia tych emocji (czy ja mogę cokolwiek wykrzyczeć?) wcale nie sprawi, że utwór ten zyska na wartości. Albo... "Odchodząc" Ciechowskiego? Szukam spokoju w tej kompozycji, poddania, ale nie beznadziei. Dużo większy mam "problem" z "Sambą przed rozstaniem", to piosenka z założenia namiętna, tekst rozpala, a jednocześnie gasi zmysły. Czy powinna być zaśpiewana szeptem, jak to sobie założyłam? Na ostatnim tchnieniu, ale też z tkliwością, czułością... Tyle pytań. (jem żelka:/). O! albo taka piosenka "Nikomu nie żal pięknych kobiet". Ktoś powie: przecież to żartobliwy numer, śpiewany pół żartem, pół serio, a to nie tak! To jest rozpaczliwa piosenka! ... :)
Wieczorem zostałam zaproszona na seans reiki. Ciut się chyba boję. Ale... "Reiki jest czystą, bezwarunkową miłością", więc czuję się bezpiecznie. :) Poza tym, w weekend miałam spotkanie z kulturą niską (Lejdis) i wysoką (Persepolis). Czy "kobieca" kobieta jest wulgarną "puszczalską"? ( to w kontekście Lejdis).