08-04-23

dlaczego przy łóżku powinnam mieć Jaspersa?

A dlaczego nie? ... Transcendencja...istnienie ponad światem czasoprzestrzeni... oh i ah...i tyle mądrości...

dopadła mnie obsesyjna chęć wyjazdu. na chwilę.

chyba nic co zawierałoby jakikolwiek "duchowy" przekaz, nie wymyślę, niestety, nie dziś... ale...wkleję fotki... z próby akustycznej...

Boże! Dziękuję CI za wielokropek!!! ..... ..... .......... ...............

UWAGA! wysypują mi się koszmarnie teksty jak wklejam zdjęcia...nie wiem co z tym zrobić... :( mało to estetyczne... hm...




w lewym rogu Krzysztof Dys, w prawym ma ręka :)





K. Dys :)





Chłopaki - Cudaki: Grzesiu Kopala, Zbyszek Wrombel, Jarek Buczkowski, Grzegorz Tomczak




Marta Lisiewicz... :)






i ja:)))






miłego dnia życzę WSZYSTKIM!!!!

08-04-17

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

słucham jak deszcz spływa po rynnach. wieczór jest raczej przyjemny. moje myśli przemierzają gwiazdozbiory i Drogę Mleczną. przeskakują trzy lata świetlne i oto znajduję się w sercu Lizbony. ... siedzimy na tarasie i pijemy wino. wieczór jest ciepły. pamiętam jeszcze dziś ten spokój w sercu. szczęście. deszcz sączy się za oknem, a wraz z nim płyną moje myśli, wspomnienia. ... ile razy dziennie wracam do pensjonatu Buena Vista w małej rybackiej wiosce Olhao? ile razy wystawiam twarz do słońca na Marques de Pombal? ile razy popijam gingie przy budzie na Baixa Chiado? ...

taki deszcz przywołuje wspomnienie wieczoru na Wyspie (kiedyś Dymny napisał "na naszej Wyspie żyjemy wszyscy piękni i czyści"...tylko we wspomnieniach...). wino i papieros palony w oknie z widokiem...

tutaj przypomina mi się taka buddyjska myśl: „Im bardziej jesteśmy wolni od wpływu emocji, tym bogatszy staje się umysł i tym więcej pojawia się współczucia.”...

wspomnienia... tak mocno mnie trzymają. idę dalej, ale wciąż szukam spokoju w konkretnych pokojach, w ramionach konkretnych osób, w ciszy tych, a nie innych wieczorów...

czuję się czasemjak sarna, która wpadła w sidła kłusownika, ale ten zapomniał po nią przyjść żeby ją dobić (pewnie przypomni sobie o niej jak będzie już martwa, ale wtedy na nic mu się nie przyda, mięso będzie niesmaczne),... więc sarna leży w lesie i wali głową o ziemię, choć z czasem dochodzi do wniosku, że dużo lepszy świat na nią czeka, kto wie...może w następnym życiu będzie kimś lepszym, może nawet człowiekiem...

przyznam, że nie wiem gdzie jestem...


wiem, wiem... nie wieje optymizmem, ale czy musi?


to może w ramach światła w tunelu... "Pod niebem pełnym cudów"... :)




dodam też tekst tej piosenki... Adaś ...jesteś moim Mistrzem!



Pod niebem pełnym cudów

pod niebem pełnym cudów
nieruchomieję z nudów
właśnie pod takim niebem
wciąż nie wiem czego nie wiem

światło z kolejnym świtem
ciągle nazywam życiem
które spokojnie toczy
swą nieuchronność nocy

ten błękit snów i pragnień
niejeden z nas odnajdzie
a niechby zaszedł za daleko
pewnie zostanie tam
pewnie zostanie sam

pod cudnym niebem jeszcze
każdy choć jedno miejsce
być może ma i chwilę
gdy godnie ją przeżyje

bo nieba co w marzeniach
spełnia się albo zmienia
skłonni jesteśmy szukać
do bram jego ciężkich pukać

spójrz gwiazdy matowieją
i niczym się nie mienią
zwykliśmy je zaklinać
i szczęście swoje mijać

bo w niebie z którego dotąd
nie wrócił nikt bo po co
wieczna sączy się struga
przyjemnej wiary w cuda

********************************


Dziękuję Kasi... :*

08-04-15

było tak... jest inaczej...

jaka biedniutka, ojjojjoj... hahahaha....







Ułożyłam przy fotelu książki i gazety, które w najbliższych dniach zamierzam przeczytać. Zrobiła się z tego całkiem spora wieża. Dołożyłam do niej zeszyt na piosenki (sic!), który dostałam od Arka.

Przyznaję, że ostatnio nie jestem zbyt "rozmowna".

Może powinnam napisać coś o premierze Procesu. O samym "Procesie" właściwie. O pięknej roli Kasi Dąbrowskiej. O Borysie Szycu (reżyser sprawił mi ogromną frajdę dając Szycowi szansę żeby nie pajacował)gdyż to bardzo zdolny człowiek. Może powinnam napisać o koncercie w Krakowie, o tym, jak "pozbyłam" się większości zespołu na próbie, ceniąc sobie nadal zasadę "przez minimum do maksimum". Może powinnam napisać o kawie z Michałem Rogackim, o wieczorze w Lochu Camelot, o spotkaniu z ładą Gorpienko, L. Moczulskim i Jego żoną, o pani "Rubinstein", na której koszt popijałam mojito (bo koncert Jej się podobał... miło...bardzo miło...), w związku z tym nie napiszę o tym, że o 13 byłam pijaniusieńka... Nie wspomnę też o spacerze po Parku Łazienkowskim w niedzielny poranek, o śniadaniu w Cafe Radio, o zupie rybnej w tajskiej restauracji, w towarzystwie Przemysława Salety (sic! again:)), no i o koncercie w Trójce również nie napiszę nic! Nic!!! A to dlatego, że czas, który upłynął odarł mnie z autentyczności przeżywania tego, co się wydarzyło, kolejny raz.

Może powinnam napisać o wydarzeniu samym w sobie, czyli o PPA we Wrocławiu. O Ani Smołowik, która była moją Faworytką. Pięknie prawdziwa, autentyczna, szczera, przy tym wszystkim profesjonalna... Taka Ania... Z pewnością napiszę, kolejny raz, o tym, że moi muzycy, to chłopaki na medal, Janek B. też Zuch i Chwat! Nie dość, że grają pięknie, to jeszcze opieka i troska jaką mnie otaczają wzrusza mnie cały czas. Miłó jest być jedyną kobietą w zespole.


A oto Ania Smołowik...mam nadzieję, że się nie pogniewa o tę fotkę...przecież śliczna...można powiedzieć, że to taki protest! :)




Przy okazji chciałabym wspomnieć, że jam session, w Ośrodku, przy teatrze Capitol, w wykonaniu głównie L. Możdżera i muzyków pozbieranych z "całej wsi", zaczarowało mi noc... do rana...

Jutro bardzo chciałabym pójść do Blue Note'a. O 20:00 Zbyszek Łowżył dyryguje jakąś pokręconą orkiestrą. Bardzo chciałabym prztoczyć słowa jakimi mnie na jutrzejszy kocert zapraszał, ale jakoś się zaczerwieniłam...i,niestety, z góry uprzedzam, że cienia erotyki w tym zapraszaniu nie było, raczej szorstka, męska realność....czy jakoś jak... Agnieszka Ł. śmieje się, że za każdym razem gdy dosiada się do stolika, przy którym, od dłuższego już czasu rozmawiam z Łowżyłem, to odnosi wrażenie,jakby dosiadła się do jakiejś filmowej pary... Michael Duglas i Sharon Stone... to świadczyć może o poziomie abstrakcji naszej konwersacji...

Oh...nie mogę zapomnieć o wieczorze szamańskim, którym uraczyła nas Joanna N. W piątkową noc lepiłyśmy, my-czarownice-białą magią się pałające, serca z wosku... noszę je teraz przy lewej piersi, w staniku, na noc kładę pod poduszkę, a co piątek namaszczam olejkiem cytrynowym i wystawiam na chwilę na światło... i tak przez 52tygodnie...

Ponad to... jestem wycieńczona. Przepraszam Wszystkich tych,ok których telefonów nie odbieram. Samej sobie zadaję pytanie: dlaczego?

Moja córeczka jest cudowna i od jakiegoś czasu autentycznie napawa mnie radością fakt, że mam córkę, że jestem mamą... to już coś :). Dziś Mania na placu zabaw śpiewała "we will, we will rock you" ...uwielbiam ją. A w niedzielę, podczas koncertu charytatywnego, biegała i śpiewała "jestem kamieniem"!!!!!! Jestem Jej bardzo ciekawa, kim będzie, jaką drogą pójdzie. Póki co możliwości jest wiele. Może być performerką, to wnioskuję po tym, że zakłada skarpetę na dłoń i gra nią na gitarze, wymyślając i komponując na poczekaniu krótki, acz treściwy utwór muzyczny...zatem...może też być muzykiem, kompozytorką, wokalistką... ale kiedy pięknie podnosi nogę i wygina w łuk mówiąc przy tym "demi plie" (choć to nie to:)), to myślę sobie, że może jakąś primabaleriną zostanie... Będzie kim ma być (za tą myśl Budyści by mnie pochwalili:))

Chciałabym coś mądrego o muzyce napisać, coś, co byłoby nadzieją dla mnie samej, ale ostatnio jakiś kryzys w tej materii przechodzę. Chyba brakuje mi jakiejś ewidentnie świeżej formy. Zapętliłam się w tych tekstach, nieswoich, w których odnajduję prawdy o sobie może ze dwa zdania. Z drugiej strony obnażenie siebie w, możliwe, że kiepskich, grafomańskich, tekstach, jest ryzykowne, ale bardzo pociągające...

Bardzo chciałabym coś napisać o dobrych Ludziach, którzy tak bardzo o mnie dbają, którzy są, na których mogę liczyć, a i Oni mogą liczyć na mnie... w takiej chwili Mirek Kamiński, perkusista, przeprowadziłby ze mną taki dialog:

Ja (do muzyków, których uwielbiam:)): Jak ja się cieszę, że pracuję z tak wspaniałymi muzykami... (i tutaj wzruszam się do łez, robię się rococowo kiczowata... dramatycznie jest...)

Mirek: Jaka szkoda, że Ci muzycy dziś nie mogli z Tobą przyjechać, ale następnym razem się uda.

Wszyscy leżą pod stołem i kulają się ze śmiechu. Ja mam minę wygłupioną i całe zdarzenie kwituję krótkim: uwielbiam Was. Hahahaha...















Wciąż zerkam na stos książek i artykułów, które wypatrują mnie tęsknym wzrokiem...ja im tę tęsknotę odwzajemniam...zatem... zatem...

Chyba...dobrej nocy... *



PS. Chciałam pozdrowić Sebastiana W. ! O!

08-04-03

milcząco...

poproszę o chwilę zadumy nad samą sobą... :)