08-05-28

i jeszcze...czysta energia... 15 czerwca, w Poznaniu...

W ramacjh festiwalu Etnoport, w Poznaiu wystąpi Oumou Sangare....


BOSKA!!!!





Koniecznie należy to na własnej skórze przeżyć!!!! Odrodzić się w tej muzyce!!!!

oto strona całego festiwalu, chwilowo jeszcze w trakcie pracy, ale lada dzień zawiśnie:

http://ethnoport.pl/


teraz naprawdę idę się pakować :)

tomorrow in London...

Jutro o tej porze będę pić drinka w Soho! Albo ...gdziekolwiek... w Londynie. Skoro świt Radeczek i ja lecimy do tego miasta w obcym kraju, w którym co trzeci mieszkaniec mówi po polsku, no może co piąty...dziwne albo nie dziwne...
Nie jest odkrywczą informacja, że podróżować wprost uwielbiam...

W sobotę pójdziemy na premierę Sutry teatru Sadler's Wells, na Rosebery Avenue. Będę mocno zaciskać kciuki za Szymona żeby pięknie grał...taka jestem z niego dumna...

Wracać będę sama, dwie godziny sam na sam ze sobą w przestworzach... jestem tym przerażona...

A teraz idę się pakować...

I wklejam, a pożegnanie coś pięknego...:)





Do zobaczenia...

08-05-27

"święci garnki lepią"...



Rano pojechałam do Magdy lepić talerze z gliny. Pomóc jej, a troszkę pomóc sobie. Wspominałyśmy plenery, wspólne łóżka i pokoje, muchy latające i nieustające komentarze Madzi z owymi owadami związane: tutaj jest jak w murzyńskiej chacie. Przypomniało nam się wiele szczegółów naszej beztroskiej egzystencji. Kiedyś Magda wysłała mnie z ostatnimi pieniędzmi (miałyśmy wspólne pieniądze) po odbitki od fotografa, ja wróciłam bez zdjęć, ale za to z dwiema czerwonymi farbami do włosów. Miałyśmy też kiepskie chwile, Madzia rzucała odkurzaczem, nie chciała zmywać kubków, wściekała się, że nago chodzę po pokoju ja się denerwowałam gdy Madzia zapraszała do nas na porannego papierosa pół pleneru, a potem Ona wkurzała się, że każda impreza miała miejsce na naszych łóżkach. Ile myśmy wódki wówczas wypiły. Ile "wściekłych psów" przelało się przez nasze gardła. Dziś zgodnie stwierdziłyśmy, że gdybyśmy teraz wypiły np. 8 piw to trzeba by nas zawieść do szpitala. I ten smród terpentyny, i te monotypie, kserokopie, porysowane indeksy, gipsy, odlewy, farby, wszystko na ziemi, w pościeli... jezu...jak myśmy to przeżyły? Magda skończyła w piątek 30 lat i dziś zapytała mnie: myślisz, że mnie ta "trzydziestka" zmieniła? O, losie! :)))
Przez chwilę zapragnęłyśmy zamieszkać razem, z dziećmi oczywiście, (siła wspomnień) po chwili jednak Madzia stwierdziła: wtedy to dopiero byśmy piły... :)))

Lepiłyśmy te talerze, lepiłyśmy, potem paliłyśmy papierosy, piłyśmy kawę i znów lepiłyśmy talerze, gadałyśmy, gadałyśmy, gadałyśmy.... Doszłyśmy do wniosku, że jesteśmy w arcycudownej sytuacji, że możemy robić cokolwiek; lepić garnki, ilustrować, malować, śpiewać, grać, podróżować... Możemy robić co chcemy! I dlatego, niebawem, pojedziemy z córeczkami gdzieś... do Paryża, Toskanii, na Riwiere Francuską... czyż to nie jest budująca myśl?

Za chwilę przyjdzie Radek i pojedziemy kupować papierosy w ilości hurtowej. Wcześniej zjemy obiad. Posłuchamy muzyki...włączę mu piosenki Ani Smołowik, które mi w końcu przysłała... piękne...

A taka piosenka...



A wczoraj, pierwszy raz w życiu piłam wio w na ławce w parku!!! Dobre, drogie wino. Z Romanem. Pysznie było. "Zachwycam" się czymś co cała reszta ludzkości przeżyła w czasach licealnych... hm.


Poza tym...dziwnie mi dziwnie...i smutno.


O! Radek przyszedł...

miłego dnia...i spokoju...

08-05-26

o tym...

...O tym nie będzie wiersza.
Nie będzie łzy, śpiewu, śmiechu,
małego opowiadania.
O tym tylko serce trzaśnie
jak sucha leśna gałązka....

08-05-18

"gdyby nie śnieg..."

Cóż to były za dni...

W piątek i w sobotę supportowaliśmy koncerty Stacey Kent. Piękna scena w Warszawie. Duża. Majestatyczna. Cudownie zaaranżowana. Akustyka nieziemska (oczywiście duża w tym zasługa Fotis Sound:)). Mnóstwo dobrej energii. Czułam się jak małe dziecko. Byłam wzruszona, szczęśliwa i zachwycona. Kompletnie urzeczona...
W Poznaniu atmosfera zupełnie inna. Lunął deszcz na chwilę przed koncertem. I przypomniała mi się piosenka, którą usłyszałam w czwartek.. "Gdyby nie śnieg"... gdyby nie deszcz...tak sobie myślę...może byłoby pełniej, piękniej...choć ludzie mówią, że pięknie było... nie jestem obiektywna, oj nie...
Ale, ale... chyba nie mogę się nadal otrząsnąć. Stacey wspaniała. Przemiła. Poznać Ją to był prawdziwy zaszczyt...

Na wczorajszą próbę poszłam z Manią i Arkiem. Stacey jak zobaczyła Maniusie to zaczęła do Niej machać ze sceny i powiedziała do muzyków: hej! a teraz wszyscy machamy do tej małej dziewczynki... :))) Mania była zachwycona.

Oto pierwsza partia materiału zdjęciowego z prób akustycznych głownie z Warszawy CDN:

1. Soundcheck Stacey Kent
2. Soudcheck Stacey
3. Krzysztof Dys i Grzegorz Kopala
4. Garderoba, Warszawa: Anna Smołowik, Katarzyna Dąbrowska, Krzysztof Dys i Grzegorz Kopala
5. Mania na soundcheck'u Stacey w Poznaniu
6. Mania sprawdza odsłuch :)



















































































"gdyby nie śnieg"...zaśpiewała mi w czwartek wieczorem Ania Smołowik, nigdy tej piosenki nie słyszałam...piękna... Piękny i wspaniały czas z Anią spędziłam, no i jakże niezwykle obfitujący w zaskakujące sytuacje (w tym miejscu chciałabym podziękować z całego serca Julicie, która uratowała nam sen i Michałowi, który był bardzo wytrwały wysłuchując naszych dylematów:)). Pierwszy raz w życiu pomyślałam sobie, że Warszawa to miłe miasto, w którym mogłabym mieszkać! Niewiarygodne. Rano zrobiłyśmy sobie sesje zdjęciową z "efektami"... cudownie wyszła... oto fragmenty :. Dziękuje Aniu...:
















































































































***
Wczoraj po koncercie wsiadłam w taksówkę i z pachnącym ciastem marchewkowym pojechałam do Radka, który obchodził urodziny. Zebrało się wiele osób, zaprzyjaźnionych mniej lub bardziej. I tylko jadną refleksję mam, jedno pytanie do samej siebie: kiedy, do cholery, pozwoliłam sobie na udawanie, że osoba, która wiele dla mnie znaczy nie istnieje? Od kiedy jestem altruistką? Szlag mnie trafia!







***
A za trzy dni miną trzy lata odkąd wyszłam za mąż. Dzień był piękny. My byliśmy piękni. Goście wyśmienici. Tort pyszny. Samochód błyszczący. Ksiądz mądrze mówił. Kwiaty pachniały. Muzykanci grali. Prezenty wspaniałe. Wódka i wino rzekami płynęło... Szczęście rzekami płynęło... Sukienka leży w szafie, schowana głęboko. Kartki z życzeniami, w tej samej szafie, zamknięte w pudełku, zakurzone czekają aż zbierze mi się na wspomnienia. Etola uszyta przez Mixerki czasem "gra" w teatrze, udaje skrzydła ptaka. Pamiętam, że przez jakiś czas po tej niezwykłej ceremonii, w każdą sobotę ogarniał mnie potworny żal, że już nigdy nie przeżyję takiego mistycznego wydarzenia. Tych kwiatów, tych matczynych łez, tych uśmiechów tych pocałunków Ukochanego, radości na Jego twarzy... wszyscy byli tacy piękni... Ale nikt tego dnia nie posypał nas ryżem, żadna moneta nie spadła nam na głowy. To dziwne, prawda? Wspomnień czar....




































***********************************************

...ogień wypali, wiatr rozwieje, woda obmyje...
...ogień wypali, wiatr rozwieje, woda obmyje...
...ogień wypali, wiatr rozwieje, woda obmyje...
...ogień wypali, wiatr rozwieje, woda obmyje...
...ogień wypali, wiatr rozwieje, woda obmyje...
...ogień wypali, wiatr rozwieje, woda obmyje...
...ogień wypali, wiatr rozwieje, woda obmyje...






spokojnej nocy....

08-05-12

crash test i książę z bajki...

ostatnio często zdarza mi się wjeżdżać samochodem w inne pojazdy oraz elementy miejskiego krajobrazu. można powiedzieć, że wykonuję swego rodzaju "crash testy". z moich doświadczeń wynika, że najmniejsze szkody odniósł Suzuki Grand Vitara, w którego wjechałam kilka dni temu oraz betonowy kwietnik, który naruszyłam w lutym. pozostałe pojazdy: Audi i BMW były mniej wytrzymałe...o płocie z siatki nie wspominając... dodam, że wszystkie samochody były na gwarancji, nowiutkie, pachnące... mniam...do schrupania...


tak mi się skojarzyło...






a jutro śpiewam recital dla Cristobala Colona, hiszpańskiego księcia, potomka Krzysztofa Kolumba. prawdziwy książę..no, no... :))))




chyba małomówna będę dziś...


o! taką piosenkę znalazłam...bo ja mam cudownych Przyjaciół...





dobrej nocy Kochani...:*

08-05-10

SUTRA

o proszę... Szymek mi podesłał link do filmu z prób Sutry... nie mogę się doczekać premiery. 31 maja, w Londynie...






*

08-05-09

spęlniam prośbę p. Emilii.

"Droga Pani Leno. Codziennie czytam Pani bloga. Czasem wracam do poprzednich postów. Przeglądam zdjęcia. Jestem też miłośniczką Pani głosu. Chodzę na Pani koncerty. Czekam na płytę. Mam do Pani prośbę: czy może Pani wkleić w bloga Pani zdjęcia z koncertów. Bardzo ich brakuje:). Pozdrawiam gorąco. Wierna Słuchaczko-Czytaczka, Emilia Busza".

Pani Emilio Droga, miło mi... spełniam prośbę. Choć tak...pół żartem, pół serio:)








































































































****

Poza tym... biegnę na próbę. Za tydzień koncert Stacey Kent w Warszawie, a co za ty idzie, mój, nasz koncert... Boże! :) Zaśpiewam Les feuilles mortes, czyli jesienie liście po francusku!

****

Mantra na dziś i chyba następne miesiące... lata...

...ogień wypali, wiatr rozwieje, woda obmyje...
...ogień wypali, wiatr rozwieje, woda obmyje...
...ogień wypali, wiatr rozwieje, woda obmyje...
...ogień wypali, wiatr rozwieje, woda obmyje...
...ogień wypali, wiatr rozwieje, woda obmyje...
...ogień wypali, wiatr rozwieje, woda obmyje...
...ogień wypali, wiatr rozwieje, woda obmyje...
...............................................



****

dziś piątek- wieczór szamański...


****

08-05-07

!!! turpizm !!

oto trzy zdjęcia:














































1. rano
2. południe
3. wieczór



czyli cały mój dzień. dzień, który mnie wykończył...


choć, przyznam, że oprócz ewidentnego spadku formy wszelakiej, spotkało mnie dzisiaj trochę dobrego. spotkałam się z Iwoną Loranc. wypiłyśmy kawę. mam nadzieję, że , jak obiecałam, uda mi się w piątek zajrzeć na koncert Iwony... na herbacie byłam u Kasi i Michała i Frania... bardzo Wam dziękuję!!! dostałam wiadomość od Ani Smołowik i umówiłyśmy się na nocne rozmowy w Warszawie, za tydzień... Aniu... bardzo się cieszę...wiesz o tym... dziękuję Agnieszce, która mnie dzisiaj bardzo, bardzo, bardzo wspierała. Jankowi dziękuję. No i S. za troskę i całą resztę... :*

piję wino, płaczę sobie cichutko. Piszę piosenkę. Myślę, myślę, myślę...a tyle jeszcze mam do zrobienia. książkę chciałabym poczytać... chyba dzisiaj spać nie pójdę... pewnie i tak nie zasnę.

w tym destrukcyjnym nastroju pozostaję sama ze sobą...

jutro na pewno wszystko będzie jaśniejsze...

08-05-04

Barbara i Bogumił Niechcic na spacerze z koniem












Oto małżeńskie zdjęcie Państwa Niechciców, którzy postanowili wybrać się na spacer ze swym koniem. W roli Barbary występuję ja, w Bogumiła wcielił się Radeczek. Koń na imię ma Rycina. Zdjęcie zostało zrobione wczoraj.

Uciekłam na Kaszuby. Nazywam ten wyjazd "ucieczką" gdyż każdy z nas (może oprócz Mani) miał powody do tego aby się zaszyć w głuszy. Wybraliśmy leśniczówkę Radka brata, oddaloną od rzeczywistości, schowaną głęboko w lesie. Pojechaliśmy w możliwie najmniejszym składzie, po przyjacielsku: Roman, Radek, Mania i ja. Mogę powiedzieć, że odpoczęłam. Lubię spędzać czas z ludźmi przy których nie muszę nikogo ani niczego udawać. Mogę zaciągnąć na głowę koc i nie istnieć, mogę wieczorem posiedzieć na ganku, patrzeć w niebo pełne gwiazd i milczeć. Mogę wieczorem obejrzeć głupi film śmiejąc się głośno i nie silić się na pseudointelektualne przemyślenia. Mogę zjeść talerz pierogów (wcześniej ulepionych przez mamę Radka) i popić je piwem...mniammmm... Mogę iść z Romanem i Manią do wsi, i zachowywać się nieodpowiednio: pić piwo i palić papierosa podczas gdy Mania je loda, który topiąc się Jej w rękach spływa po bluzeczce. Ona przeszczęśliwa, ja przeszczęśliwa, Roman popija wódkę. Mogę też w dowolej chwili wsiąść w samochód z Przyjaciółmi i pojechać nad morze, zjeść rybę, poleżeć na plaży, a potem pojechać do Ustki na kawę. Mogę wstać rano i upajać się spokojem, śpiewem ptaków (jakie to banalne...) przerywanym śmiechem Maniusi... Mogę nie zastanawiać się co robię dobrze, a co źle, co do zrobienia mi zostało. Mogę poszukać śladów przeszłości wśród traw, mogę przejrzeć się w stawie i sprawdzić czy odbicie nadal pokazuje prawdę, a może dopiero teraz prawdę widać... Mogę po prostu BYĆ. Taki cudowny czas spędziłam...
A wracając z podróży mogę zaprosić Przyjaciół, z którymi upłynęły mi ostatnie dni, na ciepły obiad i ciasto do mojej mamy. I w takich chwilach dopada mnie myśl, że mam całkiem miłe życie... bo mam...


A oto kaszubskich klimatów ciąg dalszy. (w związku z tym, że wysypują mi się teksty, numeruję...)

1. "wioskowa wariatka"
2. Roman
3. kaszubska baba
4. nasi Wspaniali Gospodarze!Sylwia i Rafał
5. Maniusia z Rafałem na koniu.
6. ...cóż... bawiliśmy się doskonale...
7. no i jeszcze księżniczka na koniu... :))))))

























































































Arek poleciał do Portugalii. Przyznam, że mu zazdroszczę. Siedzi teraz i popija porto w jakiejś rybackiej wiosce na południu... eh... Dla mnie byłaby to podróż sentymentalna...dla Niego też jest...

Za 3 tygodnie jadę na premierę "Sutry" do Londynu.(http://blog.lenapiekniewska.pl/2008/03/o-kwarteo-szymonie-b-o-masi-1133.html). Szymon do 7 maja jest w Chinach, na ostatnich próbach. Czuję jego podekscytowanie. Premiera w londyńskim teatrze to chyba prawie spełnienie marzeń... chyba i prawie... Czy ja muszę się jakoś gustownie ubrać? Kapelusz powinnam sobie kupić? Ostatnio zastanawiałam się w czym chodzi się na premierę w Warszawie, czy w Londynie długa czarna suknia wystarczy? Jakie są trendy?

Zastanawiałam się podczas tych kilku dni, a właściwie zastanawiam się nad tym od ostatniego koncertu, czyli od 28 kwietnia: jak dalece ulotne jest to, co robię?
Przyznaję, w kiepskiej formie byłam śpiewając te 13 smutnych piosenek. Nie wszystkie, ale kilka piosenek przeżyłam autentycznie. Dałam z siebie wiele, pewnie nie wszystko. Zmagałam się z sobą samą. Koledzy moi, jak zawsze, zagrali najpiękniej. Mirek Kamiński cudownie i dyskretnie wpisywał się w nastrój. ... Koncert się skończył, ludzie sobie poszli, ja zostałam z Motylem na jakiś istotnych rozmowach o życiu. W pewnej chwili spojrzałam na scenę. Instrumenty zabrali muzycy, w ich miejscu pojawiły się stoliki, krzesła... jakby nic się nie stało. Jakie znaczenie miało to, że kilka godzin wcześniej w tym miejscu ktoś obnażał swoje emocje? Pewnie takie samo jak pola we wsi Grunwald. Może nawet gorzej...Rozmawialiśmy o wyższości muzyka nad np.malarzem. Muzyk ma szanse autentycznego obcowania z dziełem w kontekście innych osób. Działa tu i teraz. Malarz nie doświadcza zachwytu widza. Tyle, że obraz będzie trwał, a koncert się skończy i żyć będzie tylko w czyjś wspomnieniach...oby...

I tak mi się przypomniało! Prywatnie bardzo będzie: TERESA! Dlaczego Ty się Kobieto nie odzywasz? Obraziłaś się, czy co? Wywiad nie poszedł, czy co? Niemiła byłam, czy co? Bo już naprawdę nie wiem... :)

Popełniam właśnie jeden z "grzechów głównych": piję piwo, a to oznacza, że jutro będę miała chrypę, co za tym idzie: ćwiczenie wprawek zajmie mi więcej czasu niż zwykle, więc spóźnię się na spotkanie, więc ktoś może się poczuć urażony, więc, więc... wcale się tym nie przejmuję ponieważ świat się nie skończył i nie skończy się też jutro... Dodam, że jest to moja pierwsza butelka piwa i to w dodatku upita do połowy.

No i dodam tylko, że zeszły weekend spędziłam w Kazimierzu Dolnym, spełniło się moje marzenie: SPA...bosko... Napiszę też, że mam uczulenie. I jeszcze, że coś mi na powiece wyrosło...jęczmień? I...jeśli za chwilę nie pójdę spać to mi głowa na klawiaturze zostanie...

Zbyszku Ł. Czy my się jutro spotkamy? ;)

*