08-07-23

co to jest?

na początek zagadka:

co to jest?
wygląda jak barszcz i smakuje jak grzaniec???

odpowiedź:

kompot, który ugotowałam z wiśni i moreli :) pyyssszzzznnnyyyyy

Dziś spędziłam czas z przesympatycznym buddystą, a właściwie buddyjskim nauczycielem. Poszłam po Radka, który w czasie kiedy jest w PL mieszka u moich ulubionych Sióstr, w pięknym pokoju, w pięknym mieszkaniu, na miłej ulicy w cudownej kamienicy (ależ mi się fantastycznie zrymowało!), ale, ale... poszłam po Radka, z Maniulką, mieliśmy zamiar pojechać na spacer do parku, nie było to nam jednak pisane, bowiem, w mieszkaniu sióstr przebywał niezwykły człowiek, buddyjski nauczyciel. Siedziałam oczarowana, Mania zajadała orzeszki i ogórki, a ja słuchałam, patrzyłam jak się uśmiecha, trochę zazdrościłam spokoju, którym wręcz emanował... podziwiałam jego zaangażowanie w projekt, którego jest współtwórcą. Nie wiem czy dobrze jestem w stanie przekazać ideę, ale generalnie chodzi o to, że u podnóży Alp leży buddyjska wioska, do której każdy może przyjechać, pracować, żyć, uczyć się bycia buddystą. Dziś pojechała tam Anna B., "przyjaciółka domu", żegnając się z Nią widziałam, że odnalazła swoje miejsce, radość, za którą tęskniła wiele lat... oto link do miejsca niezwykłego, może ktoś zechce się tam kiedyś wybrać: http://www.europe-center.org/index.php?id=26 . Przypomniało mi się, że kiedyś, przez przypadek, spędziłam 2 dni w polskiej osadzie buddyjskiej, ale nie mogę sobie przypomnieć w jakiej części Polski to było, pustka...

***

Dostałam od Radka prezent :"Narodowy Śpiewnik Polski". Z dedykacją: Dla Wielkiej Divy Leny Doce, żeby zawsze pamiętała o Polsce :))) Radeczku... kocham Cię!!!!

W tym miejscu, chciałabym zdementować wszelkie plotki jakoby Radziu był moim kochankiem! Zapewniam, że jest to z gruntu niemożliwe absolutnie, powodów wiele!!! Jednakowoż darzymy się miłością i wsparciem. I chyba bardzo dużo czasu sobie ostatnio poświęcamy. Dobrze, mieć dobrych przyjaciół. Zawsze to powtarzałam i zawsze powtarzać będę!

***

Byłam dziś na akupunkturze i przy okazji, jak zawsze oczyszczającej rozmowie przy zielonej herbacie z absolutną Mistrzynią Harmonizowania Pacjenta czyli z Anną Kremnicką. Wbijanie igieł polecam! Wizytę u Anny również!

***

Zachwycam się nieustająco moją córeczką. Jak to fantastycznie być mamą tak niezwykłej, niezależnej istoty. Zaszczyt!

***

W piątek, o tej porze, będę siedzieć nad jeziorem Nidzkim lub...sama nie wiem dokąd dojadę... na pewno na Mazury! A w niedzielę 27.07. będę podziwiać przedstawienie, które odbędzie się na pl. Krasińskich w Warszawie, o godz. 21:30. Zaraz poratuję się jakimś linkiem... chwilka...http://www.herbert2008.pl/wydarzenia/4 to były poszukiwania z gatunku "szewc bez butów chodzi", bo przecież stronę BN i Herberta "wyprodukował" mój małżonek, jest też twórcą strony graficznej i animacji do tegoż przedsięwzięcia. Dumna jestem, dumna... I oczywiście zapraszam, zapraszam, zwłaszcza, że live zagra Leszek Możdżer!!! :)

***


Umówiłam się w Sopocie z Pawłem Lucewiczem, który pisze muzykę do trzech moich piosenek. Bardzo się z tego cieszę. Z Pawłem się cudownie współpracuje. Jest spokojny, dobrze się z Nim rozmawia, a przede wszystkim jest bardzo zdolny! No i do tego Sopot...

***

Mam jakiś muzyczny letarg. Jakieś wartościowanie. Jakiś etap poszukiwań...

***

Dołączam fotkę "Śpiewnika Narodowego"! i ..dobrej nocy Kochani ....


08-07-20

sentymenciarsko do bólu

Chodziłam wczoraj po lesie. Szum drzew wprawił mnie w nastrój konteplacyjny. Szumiało mi w głowie to rześkie powietrze. Błądziła mi w głowie jedna piosenka. Nie mogę sobie przypomnieć jak nazywała się kobieta, która utwór ten wykonywała. Pamiętam sytuację, w której usłyszałam go pierwszy i chyba ostatni raz: sierpnioniowy poranek, duszny strych, nakrywamy do śniadania, eS pije tylko kawę. Nienawidzę jak mi rano coś gra, ale wówczas to było nawet miłe. Irracjonalna mnogość dźwięków. ... I tak przy okazji tego wspomnienia pomyślałam sobie o czymś z gruntu oczywistym: jak duży wpływ mają na nasze życie osoby, które poznajemy, a co ciekawsze, w chwili kiedy je poznajemy nie wiemy jaki będzie finał tej znajomości. Może się okazać, ze zostaniemy przyjaciółmi na długie lata, ze staniemy sie sobie jeszcze bliżsi, a może miesiąc po tym jak pierwszy raz podamy sobie dłonie na przywitanie przestaniemy sie spotykać.


Wczoraj spędziłam miły wieczór z Bogdanem Żyłkowskim i dwiema czarownicami: Sylwią i Małgosią. W błogostan wprowadziło mnie czerwone wino i śmiech jednej z dziewczynek oraz mądre oczy gospodarza no i słowa, słowa, słowa.... Jacy Oni wszyscy są oświeceni, namaszczeni i wolni od emocji... Prawdą jednak jest, że nawet po najbardziej relaksującym wieczorze miło jest po prostu wrócić do domu...

Zwykle o tej porze przypomina mi się lato na Wyspie. Wspominam zwłaszcza jedno popołudnie ( tak zupełnie a propos przyjaźni ). eS wróciła kiedyś wcześniej do domu. Źle się czuła. Położyła się na sofie i zasnęła. Podeszłam do Niej. Delikatnie, żeby Jej nie obudzić, nakryłam kocem. Uśmiechnęła się... I to był jeden z tych momentów, kiedy człowiek zdaje sobie sprawę z tego, że inna osoba jest mu bliska... czyli metafizyka... :)

Jeśli mnie to sentymenciarstwo nie minie to zamienię się w moją babcię. Będę zbierać kamienie, wzdychać na samą myśl o podróżach, które dawno minęły, o przyjaciółkach, które odeszły... i będę wszystkich prosić żeby życzyli mi szybkiej śmierci, tak robi moja babcia- sentymenciara!

Mijają miesiące, a ja wciąż wracam do wieczorów, które dawno już przebrzmiały.

Naleję sobie wina...

08-07-18

los losowi nie równy



Na początek zdjęcie Panny Mani, cudownej, wspaniałej i niezwykłej...

*********************************

Pamiętam jak mój przyjaciel Szymon Brzóska nie pracował, a ja miałam wówczas epizod z agencją reklamową. Nasze spotkania wyglądały wtedy tak, że ja w szale wbiegałam wieczorem do knajpy, w której się umówiliśmy, a on siedział uśmiechnięty, zrelaksowany. Ja po 12 godzinach pracy, on po 12 godzinach przeróżnych spotkań, kawek, herbatek. Wówczas trzymała mnie przy nim wszechogarniająca miłość, przyjacielska oczywiście, bo w duszy miałam ochotę go zamordować z zazdrości. Pamiętam co sobie o nim myślałam, że niedojrzały, że na garnuszku rodziców, że nic nie robi, że mnie nie rozumie, że nic nie wie o życiu ( to akurat było chyba prawdą, bo przypominam sobie, że nie wiedział kto jest premierem PL) itd... Pamiętam, że on kompletnie nie potrafił wczuć się w sytuację, w której ja się znajdowałam, bo przecież...Boże mój... taka kolej rzeczy, a jeśli bardzo to by mi przeszkadzało to bym zrezygnowała z tej pracy. Tak zrobiłam. Spojrzałam sobie głęboko w oczy i ujrzałam niechęć do obowiązku codziennego chodzenia do tzw. "roboty", wykonywania poleceń, użerania się z klientami, restartowania komputera, biegania na autobus itd.... Ale... dziś zdałam sobie sprawę, że świat wokół mnie porusza się w zupełnie innym tempie i co gorsze w zupełnie innym trybie. W związku z tym nie radzę sobie ze wspieraniem osób odpowiedzialnych, pracujących, czyli dzielnych. Im bliższa osoba tym głupsze mam pomysły. I tak, np. mojej Ukochanej Przyjaciółce, której nerwy puszczają, bo wolałaby być zupełnie gdzie indziej, a siedzi nad projektami ja radzę żeby: poszła na spacer, umówiła się z masażystą, pooddychała, uśmiechnęła się, rzuciła wszystko w cholere... Nadaję się na taką panią odpisującą na listy w rubryce "napisz do Kasi", a nie na przyjaciela. Z drugiej strony mam nieodparte wrażenie, że powinnam krzyżem leżeć w czasie gdy siedzę i popijam kawę w południe, w kawiarni. Z trzeciej strony.. hmmm...powtarzam i powtarzać będę buddyjskie przysłowie: Twoje życie wygląda tak, jak Twoje myśli! Z czwartej strony, tej chyba najwłaściwszej,to doskonale wiem, że tak naprawdę to powinnam zakasać rękawy i pójść pomóc, nie zawsze jest to jednak takie oczywiste i możliwe... szkoda.


**************************************

Janusz Grzywacz wysłał mi dzisiaj piękną piosenkę. Grzywkę uwielbiam, cenię, szanuję. Podziwiam Go za jego czerwone okulary, czerwone buty, iPhone;a, zamiłowanie do Apple, no i przede wszystkim za piękną muzykę, którą pisze... i za to, że mnie wspiera! O!

**************************************

Dziś zachwyciłam się ulicą, na której mieszkam. Zauroczył mnie melange osobowości. Norweg i jego przyjaciel jeżdżący na deskorolkach. Chłopak, który całymi dniami czyści swój motocykl. Pani Hania, której mąż się powiesił, wystająca wieczorami w oknie. Babcinka, która codziennie od prawie 3 lat macha do nas wesoło ze swojego okna. Grubas, wrzeszczący na żonę (zawsze dziwią mnie dwie rzeczy. 1. dlaczego ona go nie zostawi? 2. po co z nim dyskutuje?). Muzułmanin, który uwielbia odprawiać mogły przy otwartym oknie, cała ulica słyszy te śpiewy...głos ma cokolwiek średni, ale powiew egzotyki łagodzi brak doznań estetycznych w zakresie dźwięków. No i nasi sąsiedzi z symetrycznego strychu, którzy wieczorami wychodzą na dach, na piwko... Ach... zapomniałabym o pani Szymanowskiej, wdowie po dentyście, która kojarzy mi się ze starą lichwiarką, z Dostojewskiego i pani Soszyńska... cudowna, prześmieszna starsza pani, ciekawa wszystkiego, pozostała w niej świeżość i niewinność...piękne to jest... na koniec kot Teodor, wystraszył mnie kiedyś strasznie, wychodziłam z domu i ujrzałam tego czarnego potwora, siedział na schodach i gapił się na mnie, sam Behemot...wrrrr... Ulica, na której mieszkam nazywała się kiedyś Spokojna...

***************************************

Wzięłam do ręki Czas Kultury i śmiać mi się zachciało, a właściwie to nie był śmiech, a duma, sama nie wiem co, jakoś mi się tak zabawnie w sercu zrobiło. Zdaje się, że zawsze tak jest, kiedy przeżywa się wczesną młodość w towarzystwie artystycznym, uczęszcza się na zajęcia, na artystyczną uczelnię itd., zawsze wtedy naturalną koleją rzeczy jest to, że koledzy i koleżanki i z którymi piło się piwo, wódkę, paliło to i owo, kiedyś zostaną malarzami, muzykami no...artystami. I tak właśnie nastał czas kiedy czytam o Radku Szladze, o Piotrze Bosackim, Krzysiu Łukomskim, Madzi Starskiej..., to są dzisiaj osoby,które tworzą historię, nadają nowy wymiar sztuce... aż mi się w głowie zakręciło... To właściwie tak samo, jak z aktorkami, z którymi się spotykam. Pewnie za 30 lat będziemy taką specyficzną grupą przyjaciółek, no może coś na miarę Jandy i jej fumfelek :))).

***************************************

Jutro pochodzę po lesie. Położę się na tafli jeziora. Zastanowię się, poważnie się zastanowię, nad wszystkim...


Coś muzycznego by się przydało... eee..tandetę znalazłam, ale...tak mi się pomyślało, że w sumie tak być powinno, oczywiste...





Dobranoc... :*/

08-07-17

Pan Bocian.

"O! Chodźmy do bocianów!!!"
"Jeden jest zły, a drugi dobry"
"Zaraz podejdzie i się wkurwi"
"No, chodź Bocian!"
"Kleee, klee, kleeee"
"Ale zobaczysz, odgina głowę do tyłu i klekocze. Widziałaś to kiedyś?"
"A tamten drugi jest miły, ale je kratę"
"Czy bociany jedzą pisklęta? Bo widziałam jak ostatnio ten Dobry Bocian trzymał w dziobie ptaszka"
"Żaby jedzą przecież, to może ptaki też"
"Mogłabym cały dzień na nie patrzeć"
"Dobra, pójdziemy do gadów"
"O! Lenka!Szybko! Zobacz! Jaaaaa. Jasiek, Mania, patrzcie!"
"Widziałaś? Tam podeszła babka i go wkurzyła"
"Super"
"Cieszę się, że Ci to pokazałam..."

- JUSTYNA SZAFRAN W ZOO. DZIŚ.

Kiedy pierwszy raz zobaczyłam Justynę, zachwyciła mnie totalnie, śpiewała w telewizorze, ubrana w niebieską sukienkę, głos miała niesamowity, siedziałam z magnetofonem przed tv i nagrywałam Jej piosenki. Miałam wówczas 15 lat, a Justyna wygrała PPA. Przyznam, że zachwyt nie minął, przyjął formę przyjaźni, ale wciąż uwielbiam słuchać jak śpiewa, nawet jeśli jest to "Jadą, jadą misie". Ciekawe co jutro będzie chciała mi pokazać. Łabędzie w Parku Sołackim? hmm...

Justylka... dzięki :*


************************************************************************

Połykam chińskie zioła. Wczoraj byłam na akupunkturze. Cudowne! Zasiedziałam się w gabinecie strasznie. Herbatę za herbatą popijałam, błogo mi było szalenie...

************************************************************************

Przesłuchałam wczoraj płyty z koncertu supportującego Stacey Kent. Boże Ty mój... jak Ci "moi" Chłopcy pięknie grają... Jacy Oni są cudowni... Jak ja się cieszę, że czasem mogę sobie z Nimi pośpiewać... :)

************************************************************************

Jakiś dziwny spokój się we mnie wkradł. Te chińskie tabletki jakieś cudotwórcze.

************************************************************************

A wieczorem usiądę z Joszi i Radkiem przy winku i będziemy rozmawiać o wszechświecie.
Taka karma ....

************************************************************************

nic, kompletnie nic mi dziś do głowy nie przychodzi. nic oprócz obezwładniającej ciszy, spokoju. brak myśli jakiejkolwiek. cóż za miła odmiana...

************************************************************************

tyle gwiazdek...

08-07-15

z dedykacją dla Areczka! dziś ma urodziny!

Kochany i jedyny Mężczyzno Mojego Życia... już niebawem.. ;)





a poza tym...pamiętasz? :*






:*****

08-07-08

pogromczyni pijanych dziadków na spacerach z dziećmi!




tak wygląda pogromczyni śledząca pijanych dziadków, którzy wyszli na niezłym rauszu z wnuczką na spacer. I nic w tym śmiesznego. Wiele energii straciłam dzisiaj, na wydzwanianiu na policję (która jest BEZNADZIEJNA!!!!), robieniu wykładu umoralniającego babci ledwo trzymającej się a nogach i jej mężowi, czyli dziadkowi dziewczynki, która płakała w wózku. dziadek stwierdził: "pani, ja nie jestem pijany tylko podpity!o co ta afera?" trzymajcie mnie! chciało mi się płakać widząc to dziecko, chciało mi się krzyczeć i wyć z wściekłości na pieprzony organ bezpieczeństwa, który postanowił nie przejąć się sytuacją...pomijam już to, że zanim na komendzie jakiś dyżurny podniesie łaskawie słuchawkę to mija kilka minut... pieprzony kraj, w którym zapijaczeni ludzie bezkarnie mogą chodzić z wózkiem po jednej z głównych ulic dużego miasta a przechodnie się śmieją zamiast im zwyczajnie wpier...ić!!!! aaaaaaaaaaaa.....

otwieram wino, posłucham muzyki...pooddycham głęboko, bo cały czas yśłę sobie o tym, że świata nie zbawię, krucjaty nie przeprowadzę, policji nie zmienię, totalna bezradność...


spokojnego wieczoru Mili Państwo! spokojnego...

urodziny Anny S.

Dziś urodziny Ani. ... Kochana... Sto lat, sto lat :) :*

dla Ciebie! ;)


08-07-07

modlitwa

ufam Ci kochana
w moim ciele schowana
mała dziewczynko

że w samym środku ciemnego lasu
wyciągniesz lampę dobrego czasu
i znajdziesz ścieżkę wśród dzikich jeżyn
że mnie ocalisz – bardzo ci wierzę

wierzę ci kochana
w moim ciele schowana
mała dziewczynko

że gdy się niebo zaciągnie łzami
zamkniesz bezpiecznie między palcami
schowasz głęboko w szczelinie ucha
bo w końcu będę mała i krucha


ufam Ci kochana
w moim ciele schowana
mała dziewczynko


że pośród ludzi całkiem dorosłych
nauczysz rzeczy mądrych i prostych


**********



Dziękuje Ci Kasiu :****

08-07-05

cisza...



Miałam zamiar poczytać książkę, ale bardzo boli mnie głowa. Tylko z jednej strony... kara za grzechy chyba...

Dziś sobie pomyślałam, że jestem koszmarną sentymenciarą. Popatrzyłam na karton, w którym są dziesiątki listów, zdjęć, pamiątek takich jak: kawałek kory, gałązka... Nie wiem nawet skąd, od kogo, kiedy... powinnam była katalogować te przedmioty, a nie bezmyślnie wrzucać do pudełka. A tak naprawdę w ogóle nie powinnam była tego magazynować. Teraz tylko mi głowa pęka od wspomnień. Jak ja się kurewsko przywiązuję do ludzi. Ci ludzie przychodzą, narobią zamieszania w moim życiu, wezmą co dla nich najlepsze i odchodzą udając, że nadal są. Potem znajduję jakieś listy, chusteczki, piosenki i świat zaczyna mi wirować. Powinnam teraz spotkać się z Morfeuszem i on powinien mi zaproponować połknięcie pastylki na zapomnienie.

Odkąd pamiętam zawsze tęskniłam za nie wiadomo czym, zwłaszcza jako dziecko, wciąż myślami byłam nie tak gdzie znajdowało się moje ciało. Rzadko odnajdywałam spokój. Cały czas marzyłam o podróżach, o miejscach, które kojarzyły się ze spełnieniem, o ludziach, z którymi czułabym się bezpiecznie i dobrze. Kiedyś znalazłam takie miejsce, właściwie dziś myślę sobie, że było ono spełnieniem moich marzeń, tych dziecinnych marzeń o niezwykłej przyjaźni, o spotkaniach przy winie, w przestrzeni, która napawała spokojem. Jest jednak coś takiego, że po to aby świat mógł się rozwijać, a ludzie mogli docenić to co mieli, muszą coś tracić. W zasadzie nie jest to "utrata", a raczej zmiana percepcji, postrzegania istoty obecności gdzieś z kimś.

I teraz zapalę papierosa... Ooooo... Samotność mi nie służy. Ja jestem typowym przykładem "samotności w tłumie", im więcej ludzi wokół tym ja się bardziej zamykam w sobie.

Zadaję sobie pytanie gdzie ja jestem? Do jakiego punktu dotarłam? Jak się nazywa kraina, którą zwiedzam? I wreszcie, czy droga, po której idę będzie do przejścia?

Kiedyś miałam dom. Było w nim dużo śmiechu. Wiele nadziei. Miałam dom, który był taki, o jakim marzyłam. Kiedyś byłam bardzo kochana. Kiedyś jadłam śniadanie w południe. Ale w końcu dorosłam. Nadal jestem kochana, tylko domu nie poznaję.


Teraz niepokoje są realne, są skutkiem nieprzemyślanych działań. Kosmos został wprawiony w ruch, kręci się z coraz większą siłą i w coraz szybszym tempie.

Dziś chciałabym myśleć tylko tym co jest, o tao. Nie wracać do przeszłości, nie myśleć o przyszłości. Poddać się chwili. Zwyczajnie iść dalej. Muzyka, muzyka, muzyka... I pozwolić sobie w końcu na uwolnienie od tego, co bardzo trzyma...

Żeby jednak optymistycznie zakończyć wieczór wkleję coś naprawdę absolutnie cudownego:




Dobrej nocy...

08-07-03

o teatrze...i nie tylko

Zakończyła się Malta, czyli Międzynarodowy Festiwal Teatralny. OK, ja nie jestem w najlepszej formie psychicznej, ale myślę, że nawet osoby, którym letnie promienie słońca służą doskonale, mają lekkiego, tzw. doła. Ja już wiem dlaczego nie lubię chodzić do teatru. Nie lubię, ponieważ jakoś tak się zawsze składa, że trafiam na spektakle, po których czuję się gorzej niż zanim usiadłam na widowni. Cóż z tego, że piękne obrazy, że kostiumy niezwykłe, muzyka porywająca, pomysły doskonałe, coż z tego, że aktorzy dają z siebie wszystko, skoro ja siedzę i zastanawiam się czy na świecie jest tylko zbrodnia, żal, smutek, terroryzm, śmierć, rozwody, skrobanki, poronienia, gwałty, choroby...przecież chyba jakieś jasne strony życia też są? Na szczęście na spektaklach dla dzieci więcej było śmiechu niż łez! Ale, ale...stop, stop! Ja wciąż zapominam o Izabeli Gustowskiej, o Jej niezwykłej pracy zatytułowanej "Ona". Zapominam pewnie dlatego, że Gustowska z teatrem kojarzy mi się nijak, ach te stereotypy i szufladkowanie umysłowe... Mówię to od tygodnia, a teraz napiszę: Izabeli Gustowskiej powio się codziennie kwiaty wysyłać za to, że ta wybitna Artystka istnieje, tworzy, że spotkać Ją można w Poznaniu, a nie np. w Warszawie! Pokłony!

Oto Mania na przedstawieniu dla dzieci "Tańczące wiolączele" super!



Szczerze zupełnie przyznam, że odkąd Marcin Liber wyreżyserował Śmierć Człowieka Wiewiórki, Olka Bożek zagrała Urlike Meinhoff, a Krzysztof Ogłoza wcielił się w rolę tutułowego Człowieka Wiewiórki, nic mnie specjalnie nie wzruszyło, nie poruszyło. To było ostatnie przedstawienie, które do dziś budzi żywe emocje. Może nie jestem obiektywna. Cenię Marcina Libera, bardzo lubię Olę Bożek, mało, uważam, że to wybitna aktorka i całe szczęście, że teatr się o Nią upomniał, może brakuje mi trzeźwego spojrzenia na tę "sztukę" gdyż od początku, od zalążka pomysłu poniekąd byłam w to wmieszana, gdyż grafiki, które pojawiają się na ścianach, jako elementy scenografii, projektował Arek, mój bardzo zdolny mąż. Z drugiej jednak strony, zachwyt towarzyszy każdemu, który to przedstawienie obejrzał, nie wspominając już o tym, że w Niemczech wzbudził falę żywych łez, wzruszeń i wkurwień.





A co się tyczy Warszawy i teatrów, bo w moim przypadku ostatnimi czasy można postawić znak równości między słowami Warszawa i teatr. Dwa dni temu obejrzałam "Wiśniowy sad" - spektakl dyplomowy studentów 4roku Wydziału Aktorskiego, warszawskiej Akademii Teatralnej im. Zelwerowicza. Ania Smołowik wcieliła się w rolę Raniewskiej. Parę razy łzy w oczach mi stanęły. Czasem się zaśmiałam, czasem ziewnęłam...ale Anusia cudna, cudna...

Ania dokonała wszelkich starań żebym spotkała się z każdym, z którym spotkać się powinnam, choćby miały to być 3minuty na peronie z Anią Sokołowską. Zorganizowała wieczór w Antrakcie i wino na Miłej do późna...

Przyznam, że jestem ciekawa jak potoczą się drogi zawodowe moich zacnych koleżanek. Kasia Dąbrowska gwiazdą zostanie na pewno i może nie dlatego, że gra w Teatrze Współczesnym, a głównie z powodu roli w serialu Na dobre i na złe (już od nowego sezonu!... reklama to była :)), ale oczywiste jest, że najprawdziwszym powodem jest niebanalna uroda, głos i talent Katarzyny. Anna Smołowik to pewnie jaką divą teatralną zostanie, Ona ma autentyczne zadatki na Marlin Monroe (Aniu...coś nie tak napisałam?... oj, będzie telefon, będzie... sto lat, sto lat Kochana... :)). O Oli Bożek to nawet nie będę zaczynać pisać, takie mam wrażenie, że nie podobałoby Jej się nic co bym napisała, chyba nie lubi peanów na swoją cześć. Cholera wie:). A ja sobie tak z nami siedzę, patrzę jak odgrywają swoje role, jak się kokietują i próbują zniszczyć, zachwycają mnie bardzo, bo czuję się widzem w takim prawie prawdziwym teatrze... Dziewczynki, dziękuję Wam za spotkanie. Może ciut nerwowe, ale miłe, miłe... No i bardzo podoba mi się Plan B!!! Choć Plac Zbawiciela ma jakąś dziwną energię.

A jutro czeka mnie miły wieczór, wieczór wśród osób, które bardzo lubię, które są mi bliskie. Ki, jak zawsze, przygotuje cudowną kolację. Ja odpalę kadzidła z Menri i świece. Przyjdą goście... choć...czy to będą goście? Chyba nie. Będę pić wino, cieszyć się , że otacza mnie wielu wspaniałych ludzi i pewnie czasem zamyślę się nad coraz bardziej oczywistą i coraz bardziej prawdziwą nieobecnością niektórych osób... godzę się z tym.

Radeczek wrócił na kilka dni do Polski. Cieszą mnie spotkania z nim, jak zwykle są dowodem na niezmienność... O! o to my wczoraj wieczorem :)




Poza tym, uknułam spisek z pewnym znanym, lubianym i poważanym wokalistą. Wysłałam teksty do Pawła Lucewicza, niech czyni z nimi co trzeba. Ustaliłam spis utworów na płytę i zbieram sił oraz myśli. Zbieram się w sobie.


O, taki tekst, o "Wyspie" teksty są dwa, ten znacznie bardziej dobitny, ale taki dramatyczny silnie :))) boszzzz...


"WyspaII"

Na wyspie jest spokój

i pokój z widokiem

na wino

i ciepło jest zimą



na wyspie milczenie

nie mówi kto nie wie

co w trawie

wysoko na drzewie



sofa trzyma w ramionach

dym się kryje w zasłonach

od rozmów

ciężkich jak finał



drzwi otwarte z łoskotem

każdy wiedział co potem

będzie i było

rozpadła się miłość



i tym sympatycznym akcentem kończę, dobrej nocy życzę...


Może jeszcze utwór, który ostatnio bardzo mi się podoba... Sambor Dudziński "Chcę do Ciebie"





I może jeszcze napiszę, że cudownie mi się dziś spacerowało samotnie po lesie i kąpało w jeziorze... spokój odzyskałam...


Śnić idę...

Tereska, mocno kciuki trzymam!!! :*