Zalałam winem power button od mojego MacBook'a i przez długi czas był w komputerowym spa w stolicy, ale wczoraj szczęśliwie powrócił w moje stęsknione ręce... Och!
Dziś jadę do Lublina (a właściwie do Świdnika.... nie wiem sama dlaczego właśnie tak..., a właściwie jeszcze inaczej, bo zatrzymamy się w Warszawie i rano pojedziemy do tego Lublina-Świdnika...no to się zakręciłam... :)
Doszłam ostatnio do wniosku, że, ewidentnie, żyję w Macondo!
Chciałabym zaśpiewać kiedyś z Orkiestrą Sił Powietrznych! I jeszcze żeby Ci przystojni mężczyźni zaśpiewali...ze mną. Cudo!
W sobotę byłam w kinie. "33 sceny z życia"...piękny, prawdziwe dzieło sztuki. Jednak kolejny raz upewniłam się w tym, że ja niekoniecznie chcę uczestniczyć w dramatach nieznanych mi osób, z całym szacunkiem do historii jaką każdy człowiek ze sobą niesie. Nawet taka myśl podczas projekcji mi zakiełkowała, że jeśli ktoś potrzebuje głębszych wrażeń to może sobie posiedzieć na korytarzu, na oddziale onkologicznym i nasyci się do woli smutkiem, walką o życie, śmiercią, bezradnością rodziny... ja odmawiam i proszę mi wierzyć, że to nie ze względów estetycznych, ani moralnych, po prostu...pragnę radosnego kina, mądrego, inteligentnego filmu, po którym będę czuła się wzbogacona duchowo i emocjonalnie, a nie przytłoczona dramatem. Mam swoje.
Wczoraj montowaliśmy z Michałem Garsteckim (pokłony!) utwory, materiał, który nagraliśmy jakiś czas temu. Powybieraliśmy stosowne wersje. Wypiłam pyszną nalewkę z kawy i pomarańczy. Herbatę. Przyznam , że nic mnie tak nie uskrzydla jak muzyka. Mija zmęczenie kiedy siadam do pracy nad utworem, nad dźwiękiem...mijają niepokoje, ogólna słabość odchodzi w niepamięć...tak chyba czuje każdy kto kocha to, czym się zajmuje... ech...
Dziś byliśmy z Manią na paradzie. Spotkaliśmy Kasię Klebbę i Beę Ziemską z Josephine...cudnie!!! Ile One mają w sobie energii... Klebbe to chyba kiedyś te atomy rozerwą!
Poza tym...coż, chciałam napisać o wieczorze u Halsi Chmielarz, ale...już tyle dni minęło, już tyle się zdarzyło, że po prostu...wrażenia stopiły się z zakupami i piątkową zupą...
Piątek i sobota u Małgorzaty S. Niezwykła to umiejętność - poprowadzić duszę przez historię, wiedzieć co i kiedy zrobić, kiedy się pokłonić, kiedy włączyć muzykę, zapalić świeczkę, odprowadzić umarłych... dać kamień do ręki... Pora kupić kwiaty...
Dziś wieczór u Walles'a i Franka. Wino. Mania w szaleństwie zabawy. Spokój w moim sercu. Tyle.
CO mnie aktualnie zachwyca, to mój osobisty, wewnętrzny spokój. Jestem wręcz nieprzyzwoicie lewitująca. Zapewne są ludzie i rzeczy, które mogłyby nie wyprowadzić z równowagi i tym samym wytrącić z błogostanu, jednakże, póki co tym osobom i zdarzeniom kłaniam się nisko i mówię wprost: dziękuję, nie moje.
I tak mnie zastanawia jeszcze... co robić gdy przyjaciel płacze? Oczywiście przytulić. Pogłaskać. Otrzeć łzy. Co jeszcze? Powiedzieć, że wszystko się ułoży? Czy prawdę, że "ułożenie się" wymaga pracy ze sobą (nie nad sobą)? "Ułożenie" wymaga stanięcia przed lustrem i spojrzenia sobie prosto w oczy oraz bycia ze sobą szczerym. Tak... bo "prawda leczy"...
Piękny listopad w tym roku. Słoneczny! Ciepły! Rok temu padał śnieg. Było zimno i ciemno. Choć w niejednym sercu gorąco...